wtorek, 25 stycznia 2011
Przyjaźń damsko-męska
Kobiety i mężczyźni, którzy osiągają pewien stopień bliskości, często podkreślają, że są "tylko" przyjaciółmi. Ale taka relacja zawsze rodzi sporo podejrzeń. Nierzadko najwięcej wątpliwości mają sami przyjaciele. Dopóki Amy nie spotkała mężczyzny swoich marzeń, nawet przez myśl jej nie przeszło, że największym zagrożeniem dla jej szczęścia będzie jeden z jej najbliższych przyjaciół. Amy łączyła ciepła – ale zupełnie platoniczna – przyjaźń z innym mężczyzną, która doprowadziła do "poważnego spięcia i sporu o to, czy mężczyznę i kobietę może łączyć związek czysto platoniczny". Jej platoniczny przyjaciel nie zrobił niczego, co mogłoby sprowokować jakieś wątpliwości… może z wyjątkiem tego, że wiele lat wcześniej, kiedy byli parą, widział ją nagą. Mimo że teraz byli "tylko przyjaciółmi", sama jego egzystencja stanowiła poważne zagrożenie dla jej rodzącego się związku. Dlatego platoniczny przyjaciel musiał odejść. – Zerwałam znajomość – wspomina młoda mieszkanka Kalifornii, którą nazywamy Amy, ponieważ jest zbyt skrępowana, by pod opowieścią o tym, co jej się przydarzyło, podpisać się własnym imieniem. – Zawsze przyjaźniłam się z mężczyznami, ale dla mojego chłopaka ta sytuacja okazała się zbyt trudna. Dylemat, czy możliwy jest czysto platoniczny związek kobiety z mężczyzną w pamiętny sposób rozstrzygnęła para bohaterów filmu "Kiedy Harry poznał Sally", którzy niezbicie dowiedli, że to wykluczone. Mężczyźni nie mogą "szczerze przyjaźnić" się z kobietami, bo mężczyznom zawsze chodzi o seks. – A co, jeśli one nie chcą iść z tobą łóżka? – pytała sceptycznie Sally. – To bez znaczenia, bo kwestia seksu już się pojawiła, więc przyjaźń jest już niemożliwa. Koniec historii – odpowiedział Harry. Perspektywa rozpadu nowego związku sprawiła, że Amy poprosiła swojego przyjaciela, by się wycofał, przynajmniej do czasu, aż jej partner nie poczuje się pewnie. Przyjaciel zaczął się zastanawiać, czy nie wpłynie to na ich związek. Listek figowy osłaniający ich platoniczną przyjaźń nagle odpadł i mężczyzna zapytał: co by było, gdyby się pobrali? – Byłam zdruzgotana – wspomina Amy. – Zrozumiałam, że popełniłam błąd. Musiałam przyznać się do porażki. Ojcem "miłości platonicznej", i jej współczesnej wersji, tzw. przyjaźni bez korzyści, jest Marsilio Ficino, włoski filozof i humanista z epoki Renesansu, który opiewał "czystą miłość", a jednocześnie potajemnie pisał pełne namiętności listy – po łacinie – do Giovanniego Cavalcantiego. To prawdopodobnie pierwszy opisany przypadek platonicznej przyjaźni – pełnej sprzecznych sygnałów i dwuznacznych sytuacji, która jednak nigdy nie posunęła się dalej – i na pewno nie ostatni. Kobiety i mężczyźni, którzy osiągają pewien stopień bliskości, zwykle podkreślają, że są "tylko" przyjaciółmi, licząc, że ta drobna partykuła rozwieje liczne wątpliwości. Wcześniej jednak platoniczni przyjaciele muszą odbyć poważną rozmowę i stawić czoła trudnej prawdzie o ograniczeniach w uczuciach, jakie do siebie żywią. Dlaczego ludzie, którzy lubią się na tyle, by wywiązała się między nimi intymna więź, nie chcą zrobić następnego kroku? Don O’Meara, profesor socjologii z Uniwersytetu w Cincinnati, w pracy opublikowanej przez magazyn "Sex Roles", analizuje przeszkody stojące na drodze platonicznej przyjaźni. O’Mearę łączyła bliska przyjaźń z kobietą, ale 20 lat temu nikt nie prowadził badań nad tego rodzaju związkami. – Nasza kultura to nie film, nikt nie ma gotowego scenariusza postępowania dla przyjaciół przeciwnej płci – mówi O'Meara. – Sami muszą odpowiedzieć sobie na pytania i znaleźć własną drogę. "Co dla siebie znaczymy? Jak się zachowujemy?". To jeden z rodzajów miłości, uczucie pod wieloma względami równie silne i satysfakcjonujące, ale inne. Ludziom trudno to zaakceptować. 29-letnia Sandra Gatov chciała przyjaźnić się z mężczyzną, którego poznała poprzez swój blog, "Senorita", ale do takiego wniosku doszła dopiero po spotkaniu, gdy uświadomiła sobie, że mężczyzna jej nie pociąga. Gatov, pracująca w kancelarii adwokackiej, od razu otwarcie mu powiedziała, że ich przyjaźń nie zakończy się w łóżku. – Gdy już to sobie wyjaśniliśmy powiedział mi: "Słuchaj, jestem facetem. Gdyby kiedyś miało do tego dojść, to oczywiście chciałbym się z tobą przespać. Różnica polega na tym, że jeśli nie chcesz, to nie musisz tego robić. Nie chcę, żebyś czuła się niezręcznie" – wyjaśnia blogerka. Takie zdefiniowanie sytuacji pozwoliło przetrwać tej przyjaźni. Platoniczna przyjaźń przypomina tymczasowe zawieszenie broni w wojnie płci. Sęk w tym, że mężczyźni i kobiety zwykle zupełnie inaczej postrzegają ten rozejm. Niedawno problem platonicznej przyjaźni poruszał "Dear Reid", blog z poradami dla mężczyzn. "Dla kobiety przyjaciel to osoba, z którą spędza czas, ale nie uprawia seksu – pisał Reid. – Dla mężczyzny przyjaciel to facet". Z tą opinią zgadza się Archie Garcia z San Jose, który w platoniczne uczucia po prostu nie wierzy. – Mężczyźni w większości są realistami – twierdzi Garcia. – Jednak kobiety jakimś cudem zdołały wmówić im i całemu światu, że to możliwe. To daje im furtkę do pojawienia się w życiu mężczyzny w nadziei, że może któregoś dnia facet zmieni zdanie. Garcia z politowaniem kiwa głową nad ideą wkładania w związek czasu i wysiłku bez nadziei na to, że inwestycja się zwróci. – Nie będę pielęgnował przyjaźni, która polega na wspólnym chodzeniu na zakupy czy kawę i gadaniu przez trzy godziny – przekonuje. – Nie mam na to czasu. Wolę skupiać się wtedy na sobie. Garcia nie zaprzecza jednak, że utrzymywanie pozorów platonicznej przyjaźni może mieć swoje korzyści. – Gdy masz wokół siebie dwie, trzy kobiety, które potrafisz rozśmieszyć, nikt nie uzna cię za dziwaka i mendę. Inne kobiety zwracają uwagę na takie rzeczy. Gdy jesteś w związku, tak jak Garcia, wszystko się zmienia. Jak twierdzi, w tej kwestii jego dziewczyna całkowicie się z nim zgadza. – Rzadko się zdarza, by kobieta pogodziła się z myślą, że jej faceta otacza wianuszek przyjaciółek. Kobiety nie czują się w takich sytuacjach dobrze, bo z natury mają skłonność do rywalizacji. Na szczęście dla Gary’ego Scotta Thomasa i Julie Stevens, którzy razem prowadzą poranny program radiowy w stacji KRTY i przyjaźnią się od 19 lat, druga żona Thomasa, Heather, nigdy nie miała ochoty rywalizować o uczucia męża. Któregoś razu zadzwoniła do Gary’ego i zapytała, co porabia. – A ja na to: "Muszę się przyznać, że jestem z Julie, zaspokajamy nasze żądze". Jako że Gary z trudem panował nad śmiechem, Heather dyskretnie ziewnęła i zapytała, w jakiej są restauracji. – Moja żona wie, że nasze żądze wzbudza tylko jedzenie – zapewnia Thomas. Zazdrość często jest gwoździem do trumny przyjaźni między osobami odmiennej płci, choć nie do końca jest to prawdą w przypadku przyjaciół w starszym wieku, tak jak Gary i Julie. – Być może byłoby inaczej, gdyby oboje nie byli w szczęśliwych małżeństwach – mówi Heather Thomas. Bez względu na status związkowy, gdy pojawia się perspektywa seksu, platoniczna przyjaźń może stracić swoją czystość. – Nieważne, czy szukamy platonicznej przyjaźni, czy związku. Kobietom zawsze zależy na emocjonalnej więzi, podczas gdy mężczyźni zwykle dążą do więzi fizycznej – mówi Amy. – To biologia, z nią nie można walczyć. Garcia jest przekonany, że mężczyźni kierują się "pierwotnymi" instynktami. – Po prostu uważam, że kobiety same się oszukują, jeśli sądzą, że faceci będą spędzać z nimi czas nie licząc na to, że kiedyś w końcu się z nimi prześpią – tłumaczy. – Większość z nas jest jaskiniowcami. Opinię Garcii podziela Gatov, która jest zdania, że przyjaźń może obrócić się w seks, ale nigdy w romans. – Mam nadzieję, że następny mój związek zacznie się od namiętności, a dopiero potem pojawi się przyjaźń – mówi Gatov. – Nie chcę tak po prostu przyzwyczajać się do faceta. Być może Gatov nigdy nie dowie się, co traci. Tak uważają Candice Trebus i Brian Pilnick z Kalifornii, którzy po kilku miesiącach klasycznej przyjaźni w stylu "Kiedy Harry poznał Sally", zupełnie niespodziewanie odkryli, że są w sobie zakochani. – Nie sądziłam, że po pięciu miesiącach czysto platonicznej znajomości moje uczucia nagle się zmienią – mówi Trebus. – To było cudowne. Brian jest miłością mojego życia, a ja gotowa jestem namawiać wszystkich, by umawiali się na randki ze swoimi przyjaciółmi.
20:04, tak.ta.kati , Artykuły
Link Komentarze (4) »
sobota, 22 stycznia 2011
http://monteki.blog.onet.pl/Frazy-ktorych-nie-lubia-kobiet,2,ID420302727,n
Przedstawiam wpis na blogu, autor nie zgadza się na publikowanie tekstu, więc nie mogę go wrzuć. Może w związkach wiele rzeczy nie ma miejsca, bo jakby jest to inny rodzaj znajomości, a odnoszę wrażenie, że autor nie jest w stałym związku i jest dość młody, ale może się mylę, bo co można powiedzieć po kilku zdaniach. Jednak wiele rzeczy jest celnie trafionych. To link: http://monteki.blog.onet.pl/Frazy-ktorych-nie-lubia-kobiet,2,ID420302727,n
13:58, tak.ta.kati , Ode mnie
Link Dodaj komentarz »
Gdy miłość przybiera na wadze
Dla kobiet świetne ciało i pewność siebie - to jedno. Świetna sylwetka gwarantuje dobre poczucie i odwrotnie. Badania wykazują, że istnieje także połączenie pomiędzy tym, jak kobieta postrzega siebie, a tym, jak ocenia jakość swojego związku. Jaki wpływ na relacje partnerskie ma zrzucenie zbędnych kilogramów? Autor: Katarzyna Swiba Radość z jedzenia i szczęśliwy związek często idą w parze. Utarło się myślenie, że osoby, które dbają i potrafią docenić zawartość talerza, potrafią też cieszyć się życiem, zachwycić się cielesnością. Są nawet osoby, które po sposobie jedzenia oceniają predyspozycje łóżkowe partnera. Jeśli celebruje on przygotowanie posiłku, a potem się nim delektuje – także w łóżku będzie koneserem. Cielesny nadbagaż Widząc na ulicach, w telewizji i w gazetach szczupłe dziewczyny, przyswajając wciąż informacje o tym, że szczupły to piękny człowiek sukcesu, zaczynamy się z tym obrazkiem porównywać i dostrzegać nasze niedoskonałości. To przekłada się na negatywną ocenę własnego wyglądu. Cierpi też nasze poczucie atrakcyjności. Szczególnie przodują w tym kobiety. Często odczuwają, że są gorsze, że ich życie, właśnie przez zbędne kilogramy, jest mniej wartościowe, a ich związek jest niepełny. Za dużo kilogramów rodzi kompleksy, przez co odbiera pełnię radości bycia razem. - Zbędne kilogramy mają wpływ na związek, powiem więcej, mają wpływ większy, niż komukolwiek mogłoby się to wydawać – mówi Limonka, która swoją walkę z wagą oraz wszelkie przemyślenia związane z tym tematem opisała na swoim blogu. Jeszcze dwa lata temu ważyła 112 kg, przy wzroście 177 cm. Dziś waży 40 kg mniej. – "Cielesny nadbagaż" często powoduje ogromne kompleksy. Wystający brzuszek, grube nogi, duża pupa i wszechobecne fałdki powodują, że kobieta traci wiarę we własną urodę. Rozmiar, który zasłania osobowość Waga dla kobiet staje się ich uproszczoną miarą atrakcyjności. Często czują one presję, że są oceniane po wyglądzie i jeśli ten wygląd nie pokrywa się z wyobrażeniem sylwetki idealnej, wtedy cierpi poczucie własnej wartości. Brak pewności siebie względem własnego wyglądu może się potem przekładać na niedowartościowanie emocjonalne czy intelektualne. A atrakcyjność nie ogranicza się przecież tylko do kilogramów. W 2008 roku Pierwszą Wicemiss Anglii została Chloe Marshall, siedemnastolatka w rozmiarze 42. Dochodząc do tego miejsca, pokonała w konkursie wiele szczupłych dziewcząt. Udowodniła, że piękno to nie rozmiar. Liczy się także poczucie humoru, charakter, osobowość. Jednak często waga deprymuje nas do tego stopnia, że przysłania nasze inne walory albo w poczuciu niskiej atrakcyjności - decydujemy się na kompromisy, których wcale nie chcemy. Sprawdź, ile będziesz ważyć w przyszłości Jak wynika z badań psycholożki dr Janet D. Latner z University of Hawaii, grube kobiety twierdzą, że mają gorsze jakościowo związki. Częściej wiążą się z partnerami, którzy nie są ich wymarzonymi, pożądanymi. Także w oczach wybranka czują się gorzej oceniane, mniej atrakcyjne etc. Zasada ta nie dotyczy mężczyzn. Wydaje się, że ich waga nie ma wpływu na jakość związku, pragnienia i ich zaspokajanie. Przed i po – kocha się tak samo Ania i Limonka w trakcie diety, były w stałych związkach. Z tymi samymi facetami przed i po schudnięciu. Czy utrata wagi wpłynęła na jakość ich związków? - Po schudnięciu poczułam się o wiele bardziej pewna siebie – mówi Limonka. – Choć mój partner nigdy nie dał mi do zrozumienia, że jako osoba otyła mu się nie podobałam. Ja sama w środku czułam, że na pewno jest dumny z tego, że schudłam. I nawet jeśli jego zadowolenie nie wynikało tylko z samego faktu mojego schudnięcia, to na pewno z tego, że moja samoocena wzrosła i poczułam się doskonale we własnym ciele. Zniknęły moje kompleksy, przestałam się krępować przebywania wśród szczupłych ludzi i otworzyłam się na innych. Jeśli jest się z kimś w związku, odczuwa się radość z sukcesów ukochanej osoby. I on się cieszył, wspierał mnie, podsuwał wiele interesujących pomysłów i dopingował, a ja byłam mu za to wdzięczna. Ania miała do zrzucenia 20 zbędnych kilogramów. Zajęło jej to około półtora roku. Twierdzi, że znaczna utrata wagi nie miała wpływu na jakość jej związku, bo jak mówi. - Nie poszłam na dietę ani przez, ani dla faceta. Zrobiłam to tylko i wyłącznie dla siebie. I na mnie osobiście zmiana bardzo mocno podziałała. Np. podoba mi się jak faceci się za mną oglądają. Ale zauważam taki trend wśród moich koleżanek, że robią swojemu byłemu facetowi na złość i po rozstaniu się odchudzają. - Na nasz związek schudnięcie Ani nie miało wpływu, bo kocham ją teraz dokładnie tak samo jak wtedy, gdy wyglądała jak szafa trzydrzwiowa – dodaje ze śmiechem jej mąż Robert. Wsparcie potrzebne od zaraz Nawet jeśli przed i po schudnięciu jakość związku nie zmienia się drastycznie, to jednak partner odgrywa wielką rolę w samym procesie walki z kilogramami. Limonka ma wielkie szczęście, bo jej partner o wiele lepiej znał się na zdrowym odżywianiu od niej. Mogła liczyć na jego stałą pomoc. - Pomagał mi w momentach, gdy irytowałam się, że chudnę zbyt wolno, albo że pozwoliłam sobie na zjedzenie czegoś słodkiego – wspomina. – Ja się samobiczowałam w myślach, a on mnie uspokajał i wspierał. Był partnerem, dietetykiem, psychologiem i motywatorem w jednym. Dzięki jego obecności w moim życiu, nie byłam z odchudzaniem sama, tym bardziej, że on sam miał kilka tego typu epizodów w życiu, więc doskonale wiedział, z czym się zmagam. Zresztą pomagamy sobie nadal. Gotujemy wspólnie i czerpiemy z tego ogromną radość. Zwykle dieta to droga przez mękę – pełna pokus, upadków, wątpliwości we własne siły. Pokonywanie wspólnie trudności zazwyczaj scala związek. A przecież walka z własnymi słabościami, np. słabością do słodyczy, która czasem staje się batalią przeciw sobie i całemu światu, jest właśnie taką trudnością. Jest łatwiej, jeśli mamy towarzystwo kogoś, kto będzie wsparciem. Ale nie zawsze tak się dzieje. W Ani przypadku było zupełnie inaczej, niż w przypadku Limonki. Nawyki żywieniowe zmieniła tylko ona, więc nie raz w domu unosiły się zapachy potraw, które ogromnie ją kusiły, ale na diecie były niedozwolone. - Dla mnie to jest trudne, że mąż kupuje słodycze, chleb i inne dobre rzeczy. Na pewno jest fajniej, jak masz kogoś, kto w domu cię wspiera i przystosowuje się do Twoich zwyczajów żywieniowych – przyznaje. Limonka także twierdzi, że najważniejsze jest to, że się chce schudnąć dla siebie, ale podkreśla też, że w związku ma się dobrą motywację. - Chcę schudnąć, by podobać się sobie i swojemu partnerowi, to logiczne. Jeśli przeszkadzałoby mi, że mój partner zaczyna tyć, dlaczego mam uważać, że moje tycie nie przeszkadzałoby jemu? Starać się powinny obie strony, przez cały czas. Moim zdaniem szacunek do własnego partnera polega również na tym, że staramy się, by wyglądać dla niego atrakcyjnie. I dotyczy to nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Waga na widelcu Ciekawostką jest, że o swoją wagę bardziej martwią się kobiety, które mają stałych partnerów. Wynika to z ostatniej ankiety przeprowadzonej przez Shapesmart, na grupie pięciu tysięcy Brytyjek. Ponad 60 proc. kobiet w stałych związkach nie czuje się zbyt komfortowo, jedząc w obecności swojego partnera. A prawie połowa wstydzi się przed nim rozebrać. Dwie trzecie badanych wyznało, że czuje się jakby ciągle były na diecie lub ciągle zwracają uwagę na swoją wagę. Jedna czwarta z badanych przyznała się, że mniej więcej co pół godziny myśli o jedzeniu. Nawet na randce w restauracji panie wciąż myślą o kaloriach, kilogramach i diecie. Dochodzi do tego, że zamiast cieszyć się towarzystwem i wykwintnym jedzeniem, aż 13 proc. badanych wybiera niskokaloryczne potrawy, zamiast tego, na co naprawdę mają ochotę. Skuteczne odchudzanie pod okiem dietetyka Limonka należy do tych 87 proc. osób, które na randce wybiorą to, na co akurat będą mieć ochotę. Sekret polega nie na tym, by nie być tylko chwilowo na diecie, ale by zmienić swoje nawyki żywieniowe. - Gdy idziemy do restauracji, zamawiam to, na co mam ochotę. A że nie jadam rzeczy panierowanych, smażonych w głębokim tłuszczu i mącznych, np. pierogów, to nie mam z tym problemu. Tego typu potrawy są dla mnie zbyt ciężkie i nie smakują mi na tyle, bym miała je jeść. Danie, oprócz tego, że musi smakować, musi też wyglądać, a im więcej kolorów na talerzu, tym lepiej. Zgadza się z tym Ania, która przyznaje, że życie po odchudzeniu to już inne życie. - Inne zwyczaje żywieniowe. Oczywiście, zamawiam to na co mam ochotę, tyle że teraz to są już inne produkty. Szkoda mi zmarnować tylu miesięcy wyrzeczeń, dlatego na ogół jednak wybieram to, co mało kaloryczne, np. omijam makarony, ziemniaki, staram się rezygnować z deserów. Lubię owoce morza, więc na ogół zamawiam albo rybę, albo sałaty. Lubię wiele rzeczy, więc wybieram te, które są mniej szkodliwe. Żony matrony Bycie atrakcyjną dla swojego partnera staje się priorytetem. Jak długo można sobie odmawiać radości życia w postaci jedzenia? Otóż 22 proc. dziewcząt odmawia sobie tego aż do momentu ślubu – podają badania przeprowadzone przez firmę Yakult na grupie około trzech tysięcy Brytyjek. Kiedy fanfary ucichną, kiedy już jest po wszystkim, 42 proc. pań odpuszcza dietę i znów cieszy się tym, co lubi jeść. W ciągu pierwszego roku po ślubie panie przybierają około dziewięciu kilogramów. Taki obrót spraw często prowadzi do konfliktów między partnerami. - Zdarzają się sytuacje, że i mężczyznom dodatkowe kilogramy swojej partnerki przeszkadzają - uważa Limonka. - Mówią, że ich ukochane przytyły po ciąży, jedzą bez opamiętania, a ze szczupłej narzeczonej przeistoczyły się w potężne matrony. Mężczyźnie trudno jest powiedzieć "przytyłaś" i choć niektórzy uważają, że dodatkowe kilogramy nie mają znaczenia, jest wielu facetów, dla których stanowi to problem. Badania firmy Yakult wykazują, że ciągu pierwszego roku aż 19 proc. mężczyzn odważyło się zwrócić swoim małżonkom uwagę na brak dbałości o linię. Aż 30 proc. mężczyzn zdecydowało się wraz ze swoimi partnerkami przejść na dietę, by w ten sposób wspomóc je i zachęcić do zrzucenia ekstra kilogramów. - Jeśli związek jest nie tylko wspólnym mieszkaniem, a czymś o wiele bardziej głębokim, problem dodatkowych kilogramów jest rozwiązywany przez partnerów tak samo, jak problemy w spłacaniu kredytów, czy inne życiowe bariery – wspólnie – ripostuje Limonka. Pani Przeciętna Marzenia o byciu szczupłą blondynką i dorównaniu modelkom z wybiegów mody tkwią w kobietach bardzo głęboko. W takim porównaniu wciąż czujemy się zbyt grube. Wierzymy w to, że wraz z utratą wagi poprawi się też jakość naszego związku, że szczuplejsze znaczy lepsze. A poświąteczne dwa kilogramy zaważą na naszym życiu. Tymczasem mało który mężczyzna zauważy te dwa kilogramy, tym bardziej, że preferuje kobiece kształty. Nie za chude, nie za grube – ot, takie przeciętne. Udowadniają to badania pod przewodnictwem Roba Brooksa z University of New South Wales w Sydney. Wręczył on stu mężczyznom do ocenienia skali atrakcyjności rysunki ponad 200 kobiecych sylwetek. Mężczyźni jako najatrakcyjniejsze wskazali te, które jak się okazało po późniejszych porównaniach z rzeczywistością, odpowiadają przeciętnym, zwykłym dziewczynom. Sylwetki modelek odpadły jako nieatrakcyjne. Jednak kobiety widzą siebie całkiem inaczej, niż widzą je mężczyźni, ale też inne kobiety. Badania przeprowadzone przez Slimming World wykazują, że 17 proc. kobiet utrzymujących wagę w normie (według wskaźnika BMI), patrząc w lustro, stwierdza, że jest gruba, 13 proc. twierdzi, że jest zadowolona z tego, jak wygląda, a tylko 6 proc. przyznaje, że jest zbyt szczupła. Niepiękni wykluczeni Jakie mogą być konsekwencje niedbania o linię? Oprócz naszego samopoczucia, konieczności wymiany garderoby, to możemy zostać usunięci z serwisu internetowego. Takie kroki w styczniu 2010 podjął serwis BeautifulPeople.com. Tuż po świętach, osoby z nadwagą zostały usunięte z witryny. Jak to możliwe? Serwis ten skupia osoby - jak sama nazwa wskazuje - "piękne". Żeby móc się zarejestrować, trzeba najpierw przejść pozytywnie ocenę użytkowników już zalogowanych, którzy oceniają ich po zdjęciach. W styczniu 2010 zostały usunięte osoby, które były już pełnoprawnymi członkami serwisu, jednak zostały wskazane przez innych jako osoby z nadwagą. To niestety – w rozumieniu właśnie tych, którzy wskazywali – nie mieści się w pojęciu "piękny". Dlatego ci, którzy w ciągu ostatnich kilku miesięcy lub podczas świąt przybrali kilka kilogramów i zamieścili swoje aktualne zdjęcie, niestety musieli się pożegnać z serwisem. Czy to dyskryminacja? Serwis tłumaczył, że usunięcie wskazanych osób było konieczne, ponieważ nie jest to strona internetowa dla wszystkich, a tylko dla tych, którzy w ocenie innych są "piękni". Gdyby niepiękni pozostali, zagrożony byłby model biznesowy serwisu. Piękno jest tu rozumiane tylko i wyłącznie jako cechy wyglądu. Nikt nie fatyguje się tu, by zajrzeć w czyjąś duszę. Dlatego, na wszelki wypadek, żeby nie być znów potraktowanymi jako zbędni niepiękni, zbędnym kilogramom mówi się nie! Pozostaje przenieść się do innych serwisów, gdzie pojęcie piękna jest nieco szerzej rozumiane. Wspólny czas ucztowania Jedzenie jako część naszej codzienności przeplata się wciąż na różnych płaszczyznach, tak więc i na tej partnerskiej. Jest nieodłączną częścią randek – kolacje przy świecach i wyjścia do restauracji to najbardziej klasyczne i romantyczne formy spotkań we dwoje. Jedzenie jest świetnym pretekstem do spędzania razem czasu. Przygotowywanie posiłków może być dobrą zabawą, może wiązać i łączyć, pozwalać nam na wzajemne poznawanie się. Dbanie o to, co i jak się je – tym bardziej. Dieta nie musi oznaczać ciągłego cierpienia, a radość z jedzenia to nie tylko wchłanianie tłustych, kalorycznych dań. Taką samą przyjemność może dostarczyć talerz pełen niskokalorycznych dobrości. Szczegółowe wybieranie tego, czym raczymy nasze kubki smakowe, a przy okazji zwracanie uwagi na to, jak wyglądamy, to tym bardziej umiejętność cieszenia się wzajemną cielesnością. Zmiana na talerzu zwykle przekłada się na zmianę myślenia o jedzeniu, czasem nawet podejścia do życia. Zrzucenie zbędnych kilogramów ma wpływ przede wszystkim na osobę, która osiągnęła ten sukces. Jednak jej samopoczucie – jako połowy związku – ma już wpływ na jego całość. http://sympatia.onet.pl/0,2278,1635903,2,artykuly.html
13:52, tak.ta.kati , Artykuły
Link Komentarze (1) »
środa, 29 grudnia 2010
Co zrobić gdy jesteśmy na skraju

Kilkanaście lat małżeństwa, dzieci, wpólne marzenia, plany, pożyczki, zobowiązania. Co zrobić kiedy przychodzi kryzys. Gdy zaczynać mieć wątpliwości? Przeczekać milcząc, mając nadzieję, że samo przejdzie. A co jeśli nie przechodzi. Czy można zmienić życie na inne. Zburzyć coś co się budowało kilkanaście lat? Czy zawsze się wie, czego się  chce. Czy nasze pragnienia są realne, możliwe? Gdyby ktoś znał odpowiedzi na te pytania, zapraszam.

wtorek, 12 października 2010
DDA
Cechy charakterystyczne dla osób z syndromem DDA Lęk przed utratą kontroli staram się nie reagować zbyt emocjonalnie lubie kiedy wszystko jest na swoim miejscu czuję się zaniepokojony, kiedy mam świadomość, że nie panuję nad wszystkim czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to, co się dzieje ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna w mojej rodzinie chaos wybuchał zupełnie niespodziewanie Lęk przed uczuciami trudno mi wyrażać uczucia często nie jestem świadom swoich uczuć czasami myślę, że uczucia są wyłącznie ciężarem przeraża mnie, czego mógłbym się dowiedzieć, gdybym pozwolił sobie na jakiekolwiek uczucia w mojej rodzinie nie należało wyrażać uczuć takich jak: wina, skrucha, wstyd, lęk, radość, ból, miłość, złość, smutek Lęk przed konfliktem jeśli pojawia się konflikt, staram się rozładować sytuację uważam, że konflikty są czymś złym i prowadzą do przemocy za wszelką cenę staram się uniknąć konfliktu, dostosowuję się, zmieniam plany konflikt w mojej rodzinie oznaczał przemoc konflikt oznaczał, że ktoś się na kogoś wydzierał w mojej rodzinie konflikt oznaczał, że ktoś mógł mnie opuścić fizycznie/emocjonalnie Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko jeżeli trzeba wykonać jakąś dodatkową pracę, zgłaszam się na ochotnika trudno mi odmówić, kiedy ktoś prosi mnie o pomoc pomagałem wszystkim i troszczyłem się o wszystko w mojej rodzinie w mojej rodzinie chwalono mnie, gdy zachowywałem się jak dorosły to ja w mojej rodzinie fizycznie i emocjonalnie troszczyłem się o mojego ojca/matkę Poczucie winy czuję się winny za odczuwanie jakichkolwiek własnych potrzeb często czuje się winny za bycie ciężarem dla innych ciągle za wszystko przepraszam przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin w mojej rodzinie ktoś zawsze był obwiniany w mojej rodzinie to właśnie mnie obciążano odpowiedzialnością za rzeczy, za które nie powinienem odpowiadać w mojej rodzinie brałem na siebie winę za to, czego nie popełniłem, po to jedynie, by zakończyć kłótnię Niezdolność do odprężenia się oraz do spontanicznej zabawy zabawa jest dla mnie trudnym zadaniem kiedy ludzie śmieją się zbyt głośno, zaczynam odczuwać niepokój w znacznej mierze jestem samotnikiem mam skłonność, by nie śmiać się bez uprzedniego sprawdzenia, czy inni też się śmieją w mojej rodzinie głośny śmiech oznaczał, że sprawy wymykają się spod kontroli w mojej rodzinie, kiedy tylko odprężyłem się zawsze zdarzało się coś złego w mojej rodzinie zabawa zawsze oznaczała picie Ostra, bezlitosna samokrytyka jestem dla siebie najsurowszym krytykiem zbyt szybko się osądzam jestem swoim najgorszym wrogiem w mojej rodzinie nigdy niczego nie robiłem dobrze naturalną reakcją na problemy w mojej rodzinie było obwinianie, "ciche dni" i odrzucenie w mojej rodzinie za każdy błąd ponosiło się straszne konsekwencje Życie w świecie zaprzeczeń nie stosuję żadnych zaprzeczeń kiedy czuję się zagrożony, przyjmuję pozycję obronną czasem wolę skłamać, niż przyznać się do popełnionego błędu w mojej rodzinie nikt nie przyznawał się do tego, że ma jakieś problemy w mojej rodzinie nigdy nie wiedziałem czego ode mnie chcą w mojej rodzinie wszyscy staraliśmy się unikać zajmowania się naszymi problemami Pozostawanie w roli ofiary często czuję się bezradny mam wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił, niczego to nie zmieni zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna w mojej rodzinie na porządku dziennym były wrzaski, krzyki, wzajemne obwinianie w mojej rodzinie miało miejsce wykorzystanie seksualne Zachowania kompulsywne mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do: punktualności, seksu, schludności, jedzenia, alkoholu, pracy, robienia zakupów, korzystania z podręczników autoterapeutycznych, gromadzenia majątku, hazardu, praktyk religijnych Tendencja do mylenia miłości z litością przyciągają mnie ludzie, którym mogę pomóc lub których mogę wyleczyć mam skłonność do nawiązywania blizszych znajomosci z osobami, które zostały zranione lub są trudno dostępne największą bliskość odczuwam wówczas, gdy komuś pomagam w mojej rodzinie zawsze ktoś miał kłopoty w mojej rodzinie byłem dla wszystkich powiernikiem w mojej rodzinie być blisko kogoś, oznaczało pomagać mu Lęk przed porzuceniem odejście jest dla mnie niezwykle trudne nienawidzę mówić "żegnaj" pozostawałem w bliskich związkach o wiele za długo, niż powinienem kiedy ktoś bliski wyjeżdża, boję się, że nigdy więcej go/jej nie zobaczę w mojej rodzinie ojciec/matka odeszli prawie bez słowa członkowie mojej rodziny pojawiali się i znikali bez specjalnego uprzedzenia, a ja musiałem się jakoś dostosowywać w mojej rodzinie byłem pozostawiony sam sobie Myślenie kategoriami "białe" lub "czarne" gdy staję wobec jakiegoś problemu, trudno mi wymyśleć więcej niż jedno rozwiązanie mam skłonność do myślenia w kategoriach dobro-zło zawsze wydaje mi się, że tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa jeżeli ty masz rację, to ja napewno się mylę życie w mojej rodzinie było albo martwą ciszą, albo piekielnym sztormem w mojej rodzinie stale posługiwaliśmy się takimi terminami, jak: zawsze, nigdy, bezwzględnie, całkowicie Zalegający żal staram się unikać mówienia o swojej rodzinie często myślę "przeszłość jest już zamknięta, nie warto się nią zajmować" tak bardzo próbuję nie myśleć o przeszłości, a wciąż mnie ona prześladuje pamiętam jak mówiono mi "nie denerwuj się" w mojej rodzinie smutek był zabroniony w mojej rodzinie smutek był uważany za przejaw słabości kiedy opowiadam historie o mojej przeszłości, mam tendencję do odcinania się od swoich uczuć Zdolność przetrwania często czuję się jak bojownik, któremu udało się przetrwać często mam wrażenie, że po tym, co przetrwałemw dzieciństwie dam sobie radę z każdą sprawą w mojej rodzinie wróg był w domu przetrwanie umożliwiła mi moja niezależność nauczyłem się, że nie mogę na nikim polegać pomimo moich gorących modlitw, nikt w mojej rodzinie nie przyszedł mi z pomocą Zapoznanie się z tą listą może pomóc w określeniu swoich cech. Niektórzy uważają, że wszystko co ich dotyczy jest "dysfunkcyjne". Może warto jednak dokonać rozróżnienia na te cechy, które mogą być "obciążeniem" oraz na te, które mogą pomagać, być korzystne. Za: T. Cermak, J. Rutzky "Czas uzdrowić swoje życie".
Tagi: dda
17:17, tak.ta.kati , Literatura
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32