Wpisy z tagiem: przemoc w rodzinie
poniedziałek, 20 września 2010
Druga szansa
Niebieska Linia, nr 2 / 2010Druga szansaMagdalena GoetzDoskonale pamiętam moje rozczarowanie sprzed pięciu lat. Rozczarowanie poprzedzone okresem długiej nadziei, że wreszcie przestaniemy się ciągnąć w ogonie Europy i będziemy mieć prawo chroniące ofiary przemocy w rodzinie na poziomie cywilizowanej demokracji. Pamiętam mój głęboki niesmak, kiedy po wszystkim politycy usiłowali mi wmówić, że kadłubek pozostały po okrojeniu projektu jest "ponadpartyjnym kompromisem". Wreszcie pamiętam swój pesymizm, kiedy przewidywałam, na ile ustawa okaże się skuteczna. Wątpiłam mocno w tę skuteczność i pięć ostatnich lat dowiodło, moim zdaniem, słuszności tego sceptycyzmu. Niby ustawa jest, a jakoby jej nie było. Los osób doświadczających przemocy ze strony najbliższych się nie zmienił, zaś sama ustawa stała się czymś na kształt listka figowego; państwo mogło się tłumaczyć, że ma odpowiednie prawodawstwo. Sęk jednak w tym, że to nieprawda. Państwo odpowiedniego prawodawstwa nie ma. Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie szwankuje niemal na każdej płaszczyźnie - nie tylko sprawcy nie spotyka adekwatna kara, ale - co nawet ważniejsze - brakuje profilaktyki. Brakuje edukacji, programów pomocowych dla ofiar, kampanii społecznych, które wywierałyby pozytywny wpływ zarówno na członków zagrożonych rodzin, jak i na sąsiadów, nauczycieli czy lekarzy, którzy dziś często wolą nie widzieć i nie słyszeć tego, co przecież w istocie jest krzykliwe i jaskrawe - ogromnych cierpień osób maltretowanych, poniżanych, bitych i wykorzystywanych we własnym domu. Brakuje praw chroniących ofiary, w większości - kobiety i dzieci, które kiedy już zdobędą się na tę niezwykle trudną decyzję, aby przełamać milczenie, zmuszane są zwykle do wyprowadzki z domu i zamiany najbliższego otoczenia na obcy, często nieprzyjazny ośrodek pomocowy. Dorosła osoba jakoś sobie z tym poradzi, dla dziecka często jest to kolejna trauma - oderwania ze znanego środowiska, odseparowania od kolegów. Niejednokrotnie wiąże się to ze zmianą szkoły, czyli następnym wielkim stresem, bo ośrodek może być na drugim końcu miasta, lub nawet w innej miejscowości. O tym wszystkim wiemy od dawna. O tym, że sprawcy przemocy w rodzinie w ogromnej większości nie są odseparowywani od swoich ofiar - także. O tym, że zwykle dostają wyrok w zawieszeniu i wracają do domu, aby dalej dręczyć rodzinę i o tym, że zaraz po zgłoszeniu przestępstwa ofiara musi w pośpiechu opuszczać własny dom, aby nie narazić się na zemstę sprawcy, wiemy wszyscy również. Najwyższy więc czas, aby przestać udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Dotychczasowe rozwiązania prawne są nieskuteczne, a ten brak skuteczności przekłada się na realne cierpienia dziesiątek czy setek tysięcy osób bezbronnych w konfrontacji z rodzinnym katem. Światłem w tunelu wydają się tu być jedynie organizacje pozarządowe, które żmudnie, wytrwale i z pewną skutecznością pracują zarówno na rzecz pomocy ofiarom, jak i edukacji społecznej. Jest jednak dla mnie oczywiste, że państwo nie tylko nie powinno, ale wręcz nie ma prawa zostawić ich samym sobie; powinno te organizacje wspierać i równolegle wdrażać własne rozwiązania ukierunkowane na przeciwdziałanie rodzinnej przemocy. Politycy - posłowie, senatorowie, członkowie rządu i głowa państwa - stoją w obliczu drugiej szansy. Ta druga szansa nazywa się "Projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i niektórych innych ustaw". I to właśnie ta druga szansa zawiera wiele dobrych, potrzebnych rozwiązań, które otworzą odpowiednim służbom drogę do realnej, skutecznej, efektywnej pomocy osobom doświadczającym przemocy w rodzinie. Projekt zakłada m.in. znaczne usprawnienie współpracy wszystkich służb zaangażowanych w pomoc rodzinom w sytuacji przemocy. Usprawnienie oznacza przyspieszenie tej pracy i bardziej trafne, skuteczne sposoby interwencji. Ponadto wreszcie doczekaliśmy się klarownej propozycji przepisów, zgodnie z którymi to sprawca będzie musiał opuścić mieszkanie, a nie jego ofiary, jak to było dotąd. Sprawcę będzie też można skierować do programu edukacyjno-korekcyjnego, co w połączeniu z odseparowaniem od ofiar jest dalece lepszym rozwiązaniem niż areszt (a tym bardziej - niż kara w zawieszeniu). W projekcie znalazły się też bardzo ważne zapisy zobowiązujące administrację państwową na różnych szczeblach (administracji rządowej, województwa, powiatu i gminy) do planowania i wdrażania różnych programów profilaktycznych, edukacyjnych, korekcyjnych i pomocowych mających przeciwdziałać rodzinnej przemocy. Położono również nacisk na to, że niezbędna ofiarom pomoc medyczna, prawna, psychologiczna, socjalna itp. ma być bezpłatna. Ma to duże znaczenie w przypadku obdukcji, która jest bardzo istotna w postępowaniu dowodowym, ale także dla dostępu do często niezbędnej pomocy psychologa czy prawnika. Proponowana nowelizacja ustawy oferuje zatem szereg konkretnych, efektywnych narzędzi, które uważam za niezbędne do faktycznej ochrony i wsparcia ofiar rodzinnej przemocy - ochrony, która obejmie poszkodowane, często pogrążone w traumie osoby od chwili, kiedy zgłoszą one swoją krzywdę policji, aż do końca postępowania sądowego i okresu kary dla sprawcy. Jednocześnie projekt umożliwia także korygowanie zachowań sprawców przez kierowanie ich do odpowiednich programów. Mamy więc do czynienia z rozwiązaniem systemowym, wyważonym, które koncentruje się na ofierze, ale nie zapomina o sprawcy. Uważam tę propozycję za wyraz prawdziwej troski o zagrożone przemocą rodziny; twórcy projektu wyraźnie bowiem dążą do udzielenia rodzinie kompleksowej pomocy, czyli takiej, która nie tylko efektywnie wspiera ofiarę, ale też umożliwia sprawcy zmianę modelu zachowania i w konsekwencji może ocalić rodzinę przed rozpadem lub poważną dysfunkcją. Na szczególną uwagę zasługuje też jasno sformułowany zakaz stosowania przemocy wobec dzieci. Liczne badania psychologów, wbrew potocznym opiniom pokutującym w niektórych konserwatywnych środowiskach, dowodzą, że wszelkie formy poniżania i krzywdzenia dzieci mają bardzo zły wpływ nie tylko na ich samopoczucie w danym momencie, ale też długofalowy - obniżają samoocenę dziecka, jego wiarę we własne siły, poczucie bezpieczeństwa, możliwości socjalizacyjne, a nawet - wpływają ujemnie na osiągnięcia szkolne. Są też jednocześnie kompletnie nieskuteczne jako środek wychowawczy, uczą bowiem strachu, nie szacunku wobec rodzica i raczej nie tego, by czegoś nie robić, ale tego, by robić tak, aby rodzic nie zauważył. W Polsce niestety świadomość złego wpływu i nieskuteczności kar cielesnych jest nadal niewystarczająca - jasny, konkretny zapis w ustawie ma wielkie szanse to zmienić, wywołać zmianę w społecznej świadomości i metodach wychowawczych, przybliżając nas pod tym względem do dojrzałych, europejskich demokracji. Po pięciu latach znów przyglądam się pracom posłów i senatorów z wielką nadzieją. Liczę, że tych pięć lat doświadczeń zwróci ich uwagę na problem. Że zauważą, że należy, że trzeba tę nowelizację uchwalić. I że tym razem "ponadpartyjny kompromis" (eufemistyczne określenie na przedkładanie interesów partyjnych nad dobro społeczne) nie okaże się tak istotny. Mam nadzieję, że w 2010 roku w osądzie parlamentarzystów, rządu i prezydenta przeważy myślenie o dobru ofiar. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać na trzecią szansę. Bo wiele rodzin może tego nie doczekać. M. G.
piątek, 17 września 2010
Agresja u osób doznających przemocy
Agresja u osób doznających przemocyGrzegorz WronaFunkcjonujące obecnie założenie, że osoba doznająca przemocy ma się zachowywać biernie, być wycofana i zastraszona, a wszelki przejaw wskazujący, że tak nie jest, jest interpretowany na jej niekorzyść, powoduje znaczne utrudnienia w doprowadzeniu do skazania sprawców przemocy. Pomagając ofiarom przemocy w rodzinie, wielokrotnie spotykałem się z osobami, które są napastliwe, agresywne, prezentują postawę roszczeniową i reagują w sposób impulsywny. Czy to oznacza, że nie są ofiarami przemocy, czy wręcz (jak twierdzą sprawcy przemocy) same stosują przemoc psychiczną? W relacji z drugim człowiekiem nie można kierować się jedynie powierzchowną oceną jego zachowania. Osoby pracujące zarówno ze sprawcami przemocy, jak i z osobami doznającymi przemocy, powinny mieć stosowną wiedzę i doświadczenie, żeby ocenić, z jakiego powodu w danej sytuacji ktoś zachowuje się w sposób impulsywny. Przyjście do instytucji pomocowej, nawet najbardziej przyjaznej i profesjonalnej, jest sytuacją stresującą. Powodów stresu jest kilka. Sam fakt, że jest się w pozycji osoby ocenianej, trzeba mówić o bardzo bolesnych dla siebie sprawach, być wiarygodnym, wszystko to powoduje stan napięcia emocjonalnego. W szczególnie trudnej sytuacji są ludzie, którzy już wcześniej prosili o pomoc w innym miejscu i zostali źle potraktowani. Znajdując się w takiej sytuacji, osoba skrzywdzona może zachowywać dla osób z zewnątrz agresywnie lub napastliwie. Jeżeli osoba nie potrafi doprowadzić do uspokojenia emocji, sytuacja się pogarsza. Kontakt z instytucją pomocową i stres z tym związany jest niczym w porównaniu z kontaktem z policją, prokuraturą czy sądem. Z całą pewnością problem jest szerszy i nie dotyczy jedynie osób doznających przemocy, jednak w ich przypadku ma to szczególne znaczenie. Otóż w orzecznictwie sądów zachowania agresywne osób doznających przemocy są interpretowane na ich niekorzyść. Dla przykładu można wskazać na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który w wyroku z 28 maja 2002 roku (sygn. akt II AKa 546/01) stwierdził: "Oskarżony nie jest pozbawiony prawa do obrony koniecznej, o którym mowa w art. 25 k.k., wobec ofiary przestępstwa znęcania, którego był sprawcą, a która w konkretnym momencie dopuszcza się bezprawnego i bezpośredniego zamachu na jego zdrowie lub życie, czy też inne dobro chronione prawem. Będąca w stanie nietrzeźwym pokrzywdzona krótko przed zajściem sama zdarzenie to sprowokowała, chcąc opuścić mieszkanie i wulgarnie zwracając się do oskarżonego oraz nazywając go obraźliwie ?paralitykiem?, co spowodowało, że ten uderzył ją w twarz, próbując powstrzymać przed wyjściem z domu. Ta początkowa faza zajścia mogła wprawdzie świadczyć o wzajemności konfliktu, niemniej jednak w następstwie przerodziło się to w atak pokrzywdzonej, skoro kilkakrotnie uderzyła ona po ciele oskarżonego pogrzebaczem trzymanym w ręce, co spowodowało szamotaninę, a gdy temu udało się narzędzie to wyrwać i odrzucić, pobiegła do kuchni, skąd przyniosła nóż, grożąc nim pozbawieniem życia oskarżonego. Powyższe sprawia, że brak jest podstaw do twierdzenia, jakoby ta faza zajścia miała charakter konfliktu wzajemnego i nie uprawniała oskarżonego do podjęcia działań obronnych". Kto atakuje, a kto się broni?Oczywiste jest, że każdy ma prawo się bronić. Pytanie jednak jest zasadnicze: kto atakuje, a kto się broni? Osoba, nad którą znęca się sprawca, doprowadzona do ostateczności, będzie broniła się w taki sposób, jaki w danej chwili jest dostępny. Znane są opowieści policjantów przyjeżdżających na interwencje, którzy stwierdzają, że osoba wskazana jako sprawca jest spokojna i opanowana, a osoba twierdząca, że jest ofiarą - krzyczy i nie potrafi opanować emocji. Ta pozorna niekonsekwencja zachowania w istocie jest jak najbardziej typowa. Sprawca bowiem już wcześniej dał upust swoim emocjom poprzez dopuszczenie się aktu przemocy. Z tego powodu jest już spokojny i opanowany. Natomiast cała negatywna energia skupia się w tym momencie na osobie doznającej przemocy. Jej zachowanie nie może być interpretowane jako okoliczność powodująca, że jest mało wiarygodna, ale wręcz przeciwnie, jako postawa wskazująca, że istotnie stosowano wobec niej przemoc. W przypadku postępowań dotyczących art. 207 k.k. (Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą... ) ocena zachowania osoby doznającej przemocy jest decydująca o odpowiedzialności sprawcy. Tak ukształtowana praktyka powoduje bardzo daleko idące, negatywne konsekwencje w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Przyjęto bowiem zasadę, że pomiędzy sprawcą a osobą doznającą przemocy musi zachodzić taka relacja, z której wynika, że sprawca ma zdecydowaną przewagę nad osobą doznającą przemocy. Przewaga ta ma mieć taki wymiar, że jest nie do przełamania dla osoby, która chce się bronić. Sam pogląd wyrażony w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 11 lutego 2003 roku (sygn. akt IV KKN 312/99) w następujący sposób: "Pojęcie znęcanie się na gruncie art. 207 k.k. zawiera w sobie istnienie przewagi sprawcy nad osobą pokrzywdzoną, której nie może się ona przeciwstawić lub może to uczynić w niewielkim stopniu", mówi o tym, że nie jest możliwe wzajemne znęcanie się nad sobą małżonków w tym samym czasie. Istota przestępstwa znęcania się polega na jakościowo innym zachowaniu się sprawcy, aniżeli na zwyczajnym znieważeniu lub naruszeniu nietykalności cielesnej osoby pokrzywdzonej. O uznaniu znęcania się za zachowanie sprawiające cierpienie psychiczne ofierze powinna decydować ocena obiektywna, a nie subiektywne odczucie pokrzywdzonego. Za znęcanie się nie można uznać zachowania sprawcy, które nie powoduje u ofiary poważnego cierpienia moralnego w sytuacji, gdy między osobą oskarżoną a pokrzywdzoną dochodzi do wzajemnego znęcania się. Myśl wyrażona przez Sąd Najwyższy ma swoje uzasadnienie w stanie faktycznym, na którym oparto powyższe orzeczenie. Przedstawiona praktyka posługiwania się wykładnią prawa dokonaną przez Sąd Najwyższy poszła jednak bardzo daleko i sprowadza się do tego, że jeżeli w trakcie postępowania wykaże się, że osoba doznająca przemocy w jakikolwiek sposób przeciwstawiła się zachowaniu sprawcy, np. w ten sposób, że nazwała go z jego punktu widzenia obraźliwie, zachowanie takie jest interpretowane jako przełamanie działania sprawcy, co oznacza, że zachowanie sprawcy nie wypełnia znamion przestępstwa znęcania. Tego rodzaju tok myślenia wydaje się być zbyt daleko idącym uproszczeniem. Istotnie może się zdarzyć, że dwie osoby przeciwko sobie kierują podobnego rodzaju działanie, np. stosują przemoc psychiczną. Jednak każdy tego rodzaju przypadek powinien być szczegółowo analizowany. Nie można stosować automatyzmu polegającego na tym, że szuka się w zachowaniu osoby pokrzywdzonej takich elementów, które będą wskazywały na zachowania agresywne skierowane przeciwko sprawcy. Dalej idącym wnioskiem jest stwierdzenie, że skoro osoba doznająca przemocy miała odwagę skierować swoje zachowanie przeciwko sprawcy, to się go nie bała. Powstaje zatem taka sytuacja, w której tylko i wyłącznie od zachowania samej osoby pokrzywdzonej będzie zależało, czy zachowanie sprawcy będzie uznane za znęcanie. Innymi słowy wymaga się, żeby osoba doznająca przemocy była całkowicie bezwolna i poddawała się działaniu sprawcy. Tego rodzaju wykładnia i stosowanie art. 207 k.k. nie są spójne ani ze stanem faktycznym, na podstawie którego Sąd Najwyższy wydał wskazane wyżej orzeczenie, ani z istotą tezy sformułowanej przez Sąd Najwyższy. Należy bowiem z całą mocą podkreślić, że osoba doznająca przemocy w rodzinie ma prawo się bronić. Nie dość, że ma prawo się bronić, to jeszcze ma prawo się bronić skutecznie. Czy do skutecznej obrony konieczne jest zachowanie agresywne? Z całą pewnością w wielu przypadkach tak. Czy do przełamania strachu potrzebna jest agresja? Z całą pewnością tak! Interpretacja przepisówBardzo dużo w chwili obecnej mówi się o nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wprowadza się do systemu prawnego szereg instytucji, które w sposób bardzo istotny pomogą zapewnić bezpieczeństwo osobom doznającym przemocy. Wszystkie te działania będą mogły być skuteczne tylko w takim wypadku, jeżeli zaczniemy inaczej interpretować przepis pozwalający na ukaranie sprawcy. Cała procedura karna jest wszczynana i ma sens o tyle, o ile może doprowadzić do skazania sprawcy. Jeżeli okaże się, że skazanie nie jest możliwe, to powoduje skutek w postaci poczucia bezkarności sprawcy przemocy, a w dalszej konsekwencji znacznego utrudnienia w zabezpieczeniu praw osoby doznającej przemocy. Z tego powodu bardzo istotne jest, w jaki sposób osoby prowadzące wszystkie czynności proceduralne będą interpretowały zachowanie osób doznających przemocy. Funkcjonujące obecnie założenie, że osoba doznająca przemocy ma się zachowywać biernie, być wycofana i zastraszona, a wszelki przejaw wskazujący, że tak nie jest, jest interpretowany na jej niekorzyść, powoduje znaczne utrudnienia w doprowadzeniu do skazania sprawców przemocy. W zakresie dokonywania wykładni przepisu oraz całych z tym związanych konsekwencji, należy wskazać na istotę znęcania się, którą jest zadawanie osobie doznającej przemocy cierpienia. Jest to zarówno cierpienie psychiczne, jak i fizyczne. Jeżeli zatem oceniamy zachowanie sprawcy przemocy i wynikające z tego zachowanie osoby doznającej przemocy, nie możemy tego czynić w oderwaniu od oceny, czy zachowanie to mogło wywołać lub zmierzać do wywołania cierpienia u drugiej strony. Nikt świadomie nie zmierza do tego, żeby zostać pobitym lub skrzywdzonym. Jeżeli nawet osoba doznająca przemocy zachowuje się w sposób, który może wywołać u sprawcy akt przemocy, nie może to usprawiedliwiać zachowania sprawcy, ani nie powinno automatycznie oznaczać, że osoba doznająca przemocy nie działała pod wpływem strachu. Założenie racjonalnego działania osoby doznającej przemocy jest nieporozumieniem. Psychiczne konsekwencje oddziaływania sprawcy przemocy powodują takie spustoszenie i dezorientację, że reakcja osoby doznającej przemocy może być nieprzewidywalna, a z całą pewnością nie będzie jednorodzajowa. Podsumowując wyżej przedstawiony problem, należy wskazać, że bez zmiany sposobu wykładni art. 207 k.k., w wielu przypadkach przeciwdziałanie przemocy w rodzinie jest w znacznej mierze utrudnione. Powodem takiego postępowania organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości jest przyjęty powszechnie sposób oceny zachowania osób doznających przemocy, który wymaga od nich postawy biernej i wycofanej. Fakt ten pozostaje w sprzeczności z faktyczną reakcją, która występuje u ofiar przemocy. Wszelka generalizacja w tym zakresie jest niewskazana, a tylko analiza konkretnego przypadku, w razie wątpliwości poparta oceną biegłego, może dać odpowiedź, czy zachowanie osoby doznającej przemocy wyklucza uznanie w danej sprawie, że doszło do popełnienia przestępstwa znęcania. Należy bowiem przypuszczać, że przy zachowaniu dotychczasowej linii orzeczniczej przyjętej przez znaczną liczbę sądów powszechnych, zmiany proceduralne dotyczące postępowania wobec osób stosujących przemoc będą miały zastosowanie jedynie do nielicznych przypadków. G. W.
wtorek, 07 września 2010
Przemoc domowa
Przemoc domowaUrszula Dąbrowska Skoczyłam na bungee. Pomyślałam: Jak to zrobię, niczego się już chyba nie będę bała, nawet, jak zacznie mnie śledzić z krzaków Trzy kobiety, trzy historie o tym, jak wyrwały się z rąk oprawcy - męża. Różni je wiek, temperament, styl ubierania się. 40-letnia Magda nadal odwraca się, kiedy słyszy, że na ulicy ktoś za nią idzie. Lila- Bić zaczął kilka miesięcy po ślubie. Byłam w ciąży. Gwałcił mnie, rwał na mnie ubrania, czasami przy dziecku. Potem wracał, klękał, przepraszał. Ja kochałam, przebaczałam. Trwało to 13 lat. Byłam cierpliwa, dopóki nie zaczepiał dzieci. Młodszego syna, Adasia, hołubił. Spał z nim, karmił, zwierzał się. Nad starszym znęcał się. Zimą wygonił z domu bez butów. Bił go za to, że wziął jego kawałek chleba. Chował mu do samochodu torbę i ubrania, żeby nie miał jak wyjść do szkoły. Mówił: "Wszystko zrobię, żebyś wylądował w poprawczaku”. AnnaTo był ten pierwszy i ostatni. Przed ślubem byli ze sobą cztery lata. Ale kiedy jako 21-latka zaszła w ciążę, zaczęła mieć wątpliwości, czy to ten. Jak urodził się Tomek, usypiała go, bujając w wózku, a mąż, ten jedyny, stał i ją kopał. Kapały jej z oczu łzy, mechanicznie popychała wózek. Do dzisiaj czuje jego but na plecach. Nawet teraz, kiedy słyszy wyzwiska: "Ty grubasko, opasie, ty szmato, ty debilko, ty półmózgu jeden!”, którymi częstował ją każdego dnia z ich 16-letniego pożycia, boli. http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071019/MAGAZYN/71018016
czwartek, 29 lipca 2010
przemoc w rodzinie - czy pamiętasz swoje prawa
Czy pamiętasz swoje podstawowe prawa? żródło: www.niebieskalinia.pl ofiary przemocy
|