Wpisy z tagiem: przemoc w rodzinie

poniedziałek, 20 września 2010
Druga szansa

Niebieska Linia, nr 2 / 2010

Druga szansa

Magdalena Goetz

Doskonale pamiętam moje rozczarowanie sprzed pięciu lat. Rozczarowanie poprzedzone okresem długiej nadziei, że wreszcie przestaniemy się ciągnąć w ogonie Europy i będziemy mieć prawo chroniące ofiary przemocy w rodzinie na poziomie cywilizowanej demokracji. Pamiętam mój głęboki niesmak, kiedy po wszystkim politycy usiłowali mi wmówić, że kadłubek pozostały po okrojeniu projektu jest "ponadpartyjnym kompromisem". Wreszcie pamiętam swój pesymizm, kiedy przewidywałam, na ile ustawa okaże się skuteczna.

Wątpiłam mocno w tę skuteczność i pięć ostatnich lat dowiodło, moim zdaniem, słuszności tego sceptycyzmu. Niby ustawa jest, a jakoby jej nie było. Los osób doświadczających przemocy ze strony najbliższych się nie zmienił, zaś sama ustawa stała się czymś na kształt listka figowego; państwo mogło się tłumaczyć, że ma odpowiednie prawodawstwo.

Sęk jednak w tym, że to nieprawda. Państwo odpowiedniego prawodawstwa nie ma. Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie szwankuje niemal na każdej płaszczyźnie - nie tylko sprawcy nie spotyka adekwatna kara, ale - co nawet ważniejsze - brakuje profilaktyki. Brakuje edukacji, programów pomocowych dla ofiar, kampanii społecznych, które wywierałyby pozytywny wpływ zarówno na członków zagrożonych rodzin, jak i na sąsiadów, nauczycieli czy lekarzy, którzy dziś często wolą nie widzieć i nie słyszeć tego, co przecież w istocie jest krzykliwe i jaskrawe - ogromnych cierpień osób maltretowanych, poniżanych, bitych i wykorzystywanych we własnym domu. Brakuje praw chroniących ofiary, w większości - kobiety i dzieci, które kiedy już zdobędą się na tę niezwykle trudną decyzję, aby przełamać milczenie, zmuszane są zwykle do wyprowadzki z domu i zamiany najbliższego otoczenia na obcy, często nieprzyjazny ośrodek pomocowy. Dorosła osoba jakoś sobie z tym poradzi, dla dziecka często jest to kolejna trauma - oderwania ze znanego środowiska, odseparowania od kolegów. Niejednokrotnie wiąże się to ze zmianą szkoły, czyli następnym wielkim stresem, bo ośrodek może być na drugim końcu miasta, lub nawet w innej miejscowości.

O tym wszystkim wiemy od dawna. O tym, że sprawcy przemocy w rodzinie w ogromnej większości nie są odseparowywani od swoich ofiar - także. O tym, że zwykle dostają wyrok w zawieszeniu i wracają do domu, aby dalej dręczyć rodzinę i o tym, że zaraz po zgłoszeniu przestępstwa ofiara musi w pośpiechu opuszczać własny dom, aby nie narazić się na zemstę sprawcy, wiemy wszyscy również.

Najwyższy więc czas, aby przestać udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest. Dotychczasowe rozwiązania prawne są nieskuteczne, a ten brak skuteczności przekłada się na realne cierpienia dziesiątek czy setek tysięcy osób bezbronnych w konfrontacji z rodzinnym katem.

Światłem w tunelu wydają się tu być jedynie organizacje pozarządowe, które żmudnie, wytrwale i z pewną skutecznością pracują zarówno na rzecz pomocy ofiarom, jak i edukacji społecznej. Jest jednak dla mnie oczywiste, że państwo nie tylko nie powinno, ale wręcz nie ma prawa zostawić ich samym sobie; powinno te organizacje wspierać i równolegle wdrażać własne rozwiązania ukierunkowane na przeciwdziałanie rodzinnej przemocy.

Politycy - posłowie, senatorowie, członkowie rządu i głowa państwa - stoją w obliczu drugiej szansy. Ta druga szansa nazywa się "Projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i niektórych innych ustaw". I to właśnie ta druga szansa zawiera wiele dobrych, potrzebnych rozwiązań, które otworzą odpowiednim służbom drogę do realnej, skutecznej, efektywnej pomocy osobom doświadczającym przemocy w rodzinie.

Projekt zakłada m.in. znaczne usprawnienie współpracy wszystkich służb zaangażowanych w pomoc rodzinom w sytuacji przemocy. Usprawnienie oznacza przyspieszenie tej pracy i bardziej trafne, skuteczne sposoby interwencji. Ponadto wreszcie doczekaliśmy się klarownej propozycji przepisów, zgodnie z którymi to sprawca będzie musiał opuścić mieszkanie, a nie jego ofiary, jak to było dotąd. Sprawcę będzie też można skierować do programu edukacyjno-korekcyjnego, co w połączeniu z odseparowaniem od ofiar jest dalece lepszym rozwiązaniem niż areszt (a tym bardziej - niż kara w zawieszeniu). W projekcie znalazły się też bardzo ważne zapisy zobowiązujące administrację państwową na różnych szczeblach (administracji rządowej, województwa, powiatu i gminy) do planowania i wdrażania różnych programów profilaktycznych, edukacyjnych, korekcyjnych i pomocowych mających przeciwdziałać rodzinnej przemocy. Położono również nacisk na to, że niezbędna ofiarom pomoc medyczna, prawna, psychologiczna, socjalna itp. ma być bezpłatna. Ma to duże znaczenie w przypadku obdukcji, która jest bardzo istotna w postępowaniu dowodowym, ale także dla dostępu do często niezbędnej pomocy psychologa czy prawnika.

Proponowana nowelizacja ustawy oferuje zatem szereg konkretnych, efektywnych narzędzi, które uważam za niezbędne do faktycznej ochrony i wsparcia ofiar rodzinnej przemocy - ochrony, która obejmie poszkodowane, często pogrążone w traumie osoby od chwili, kiedy zgłoszą one swoją krzywdę policji, aż do końca postępowania sądowego i okresu kary dla sprawcy. Jednocześnie projekt umożliwia także korygowanie zachowań sprawców przez kierowanie ich do odpowiednich programów. Mamy więc do czynienia z rozwiązaniem systemowym, wyważonym, które koncentruje się na ofierze, ale nie zapomina o sprawcy. Uważam tę propozycję za wyraz prawdziwej troski o zagrożone przemocą rodziny; twórcy projektu wyraźnie bowiem dążą do udzielenia rodzinie kompleksowej pomocy, czyli takiej, która nie tylko efektywnie wspiera ofiarę, ale też umożliwia sprawcy zmianę modelu zachowania i w konsekwencji może ocalić rodzinę przed rozpadem lub poważną dysfunkcją.

Na szczególną uwagę zasługuje też jasno sformułowany zakaz stosowania przemocy wobec dzieci. Liczne badania psychologów, wbrew potocznym opiniom pokutującym w niektórych konserwatywnych środowiskach, dowodzą, że wszelkie formy poniżania i krzywdzenia dzieci mają bardzo zły wpływ nie tylko na ich samopoczucie w danym momencie, ale też długofalowy - obniżają samoocenę dziecka, jego wiarę we własne siły, poczucie bezpieczeństwa, możliwości socjalizacyjne, a nawet - wpływają ujemnie na osiągnięcia szkolne. Są też jednocześnie kompletnie nieskuteczne jako środek wychowawczy, uczą bowiem strachu, nie szacunku wobec rodzica i raczej nie tego, by czegoś nie robić, ale tego, by robić tak, aby rodzic nie zauważył.

W Polsce niestety świadomość złego wpływu i nieskuteczności kar cielesnych jest nadal niewystarczająca - jasny, konkretny zapis w ustawie ma wielkie szanse to zmienić, wywołać zmianę w społecznej świadomości i metodach wychowawczych, przybliżając nas pod tym względem do dojrzałych, europejskich demokracji.

Po pięciu latach znów przyglądam się pracom posłów i senatorów z wielką nadzieją. Liczę, że tych pięć lat doświadczeń zwróci ich uwagę na problem. Że zauważą, że należy, że trzeba tę nowelizację uchwalić. I że tym razem "ponadpartyjny kompromis" (eufemistyczne określenie na przedkładanie interesów partyjnych nad dobro społeczne) nie okaże się tak istotny. Mam nadzieję, że w 2010 roku w osądzie parlamentarzystów, rządu i prezydenta przeważy myślenie o dobru ofiar. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać na trzecią szansę. Bo wiele rodzin może tego nie doczekać.



M. G.
piątek, 17 września 2010
Agresja u osób doznających przemocy

Agresja u osób doznających przemocy

Grzegorz Wrona

Funkcjonujące obecnie założenie, że osoba doznająca przemocy ma się zachowywać biernie, być wycofana i zastraszona, a wszelki przejaw wskazujący, że tak nie jest, jest interpretowany na jej niekorzyść, powoduje znaczne utrudnienia w doprowadzeniu do skazania sprawców przemocy.

Pomagając ofiarom przemocy w rodzinie, wielokrotnie spotykałem się z osobami, które są napastliwe, agresywne, prezentują postawę roszczeniową i reagują w sposób impulsywny. Czy to oznacza, że nie są ofiarami przemocy, czy wręcz (jak twierdzą sprawcy przemocy) same stosują przemoc psychiczną?  

W relacji z drugim człowiekiem nie można kierować się jedynie powierzchowną oceną jego zachowania. Osoby pracujące zarówno ze sprawcami przemocy, jak i z osobami doznającymi przemocy, powinny mieć stosowną wiedzę i doświadczenie, żeby ocenić, z jakiego powodu w danej sytuacji ktoś zachowuje się w sposób impulsywny. Przyjście do instytucji pomocowej, nawet najbardziej przyjaznej i profesjonalnej, jest sytuacją stresującą. Powodów stresu jest kilka. Sam fakt, że jest się w pozycji osoby ocenianej, trzeba mówić o bardzo bolesnych dla siebie sprawach, być wiarygodnym, wszystko to powoduje stan napięcia emocjonalnego. W szczególnie trudnej sytuacji są ludzie, którzy już wcześniej prosili o pomoc w innym miejscu i zostali źle potraktowani. Znajdując się w takiej sytuacji, osoba skrzywdzona może zachowywać dla osób z zewnątrz agresywnie lub napastliwie. Jeżeli osoba nie potrafi doprowadzić do uspokojenia emocji, sytuacja się pogarsza.

Kontakt z instytucją pomocową i stres z tym związany jest niczym w porównaniu z kontaktem z policją, prokuraturą czy sądem. Z całą pewnością problem jest szerszy i nie dotyczy jedynie osób doznających przemocy, jednak w ich przypadku ma to szczególne znaczenie. Otóż w orzecznictwie sądów zachowania agresywne osób doznających przemocy są interpretowane na ich niekorzyść. Dla przykładu można wskazać na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który w wyroku z 28 maja 2002 roku (sygn. akt II AKa 546/01) stwierdził: "Oskarżony nie jest pozbawiony prawa do obrony koniecznej, o którym mowa w art. 25 k.k., wobec ofiary przestępstwa znęcania, którego był sprawcą, a która w konkretnym momencie dopuszcza się bezprawnego i bezpośredniego zamachu na jego zdrowie lub życie, czy też inne dobro chronione prawem. Będąca w stanie nietrzeźwym pokrzywdzona krótko przed zajściem sama zdarzenie to sprowokowała, chcąc opuścić mieszkanie i wulgarnie zwracając się do oskarżonego oraz nazywając go obraźliwie ?paralitykiem?, co spowodowało, że ten uderzył ją w twarz, próbując powstrzymać przed wyjściem z domu. Ta początkowa faza zajścia mogła wprawdzie świadczyć o wzajemności konfliktu, niemniej jednak w następstwie przerodziło się to w atak pokrzywdzonej, skoro kilkakrotnie uderzyła ona po ciele oskarżonego pogrzebaczem trzymanym w ręce, co spowodowało szamotaninę, a gdy temu udało się narzędzie to wyrwać i odrzucić, pobiegła do kuchni, skąd przyniosła nóż, grożąc nim pozbawieniem życia oskarżonego. Powyższe sprawia, że brak jest podstaw do twierdzenia, jakoby ta faza zajścia miała charakter konfliktu wzajemnego i nie uprawniała oskarżonego do podjęcia działań obronnych". 

Kto atakuje, a kto się broni?

Oczywiste jest, że każdy ma prawo się bronić. Pytanie jednak jest zasadnicze: kto atakuje, a kto się broni? Osoba, nad którą znęca się sprawca, doprowadzona do ostateczności, będzie broniła się w taki sposób, jaki w danej chwili jest dostępny. Znane są opowieści policjantów przyjeżdżających na interwencje, którzy stwierdzają, że osoba wskazana jako sprawca jest spokojna i opanowana, a osoba twierdząca, że jest ofiarą - krzyczy i nie potrafi opanować emocji. Ta pozorna niekonsekwencja zachowania w istocie jest jak najbardziej typowa. Sprawca bowiem już wcześniej dał upust swoim emocjom poprzez dopuszczenie się aktu przemocy. Z tego powodu jest już spokojny i opanowany. Natomiast cała negatywna energia skupia się w tym momencie na osobie doznającej przemocy. Jej zachowanie nie może być interpretowane jako okoliczność powodująca, że jest mało wiarygodna, ale wręcz przeciwnie, jako postawa wskazująca, że istotnie stosowano wobec niej przemoc.

W przypadku postępowań dotyczących art. 207 k.k. (Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą... ) ocena zachowania osoby doznającej przemocy jest decydująca o odpowiedzialności sprawcy. Tak ukształtowana praktyka powoduje bardzo daleko idące, negatywne konsekwencje w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Przyjęto bowiem zasadę, że pomiędzy sprawcą a osobą doznającą przemocy musi zachodzić taka relacja, z której wynika, że sprawca ma zdecydowaną przewagę nad osobą doznającą przemocy. Przewaga ta ma mieć taki wymiar, że jest nie do przełamania dla osoby, która chce się bronić. Sam pogląd wyrażony w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 11 lutego 2003 roku (sygn. akt IV KKN 312/99) w następujący sposób: "Pojęcie znęcanie się na gruncie art. 207 k.k. zawiera w sobie istnienie przewagi sprawcy nad osobą pokrzywdzoną, której nie może się ona przeciwstawić lub może to uczynić w niewielkim stopniu", mówi o tym, że nie jest możliwe wzajemne znęcanie się nad sobą małżonków w tym samym czasie.

Istota przestępstwa znęcania się polega na jakościowo innym zachowaniu się sprawcy, aniżeli na zwyczajnym znieważeniu lub naruszeniu nietykalności cielesnej osoby pokrzywdzonej. O uznaniu znęcania się za zachowanie sprawiające cierpienie psychiczne ofierze powinna decydować ocena obiektywna, a nie subiektywne odczucie pokrzywdzonego. Za znęcanie się nie można uznać zachowania sprawcy, które nie powoduje u ofiary poważnego cierpienia moralnego w sytuacji, gdy między osobą oskarżoną a pokrzywdzoną dochodzi do wzajemnego znęcania się.

Myśl wyrażona przez Sąd Najwyższy ma swoje uzasadnienie w stanie faktycznym, na którym oparto powyższe orzeczenie. Przedstawiona praktyka posługiwania się wykładnią prawa dokonaną przez Sąd Najwyższy poszła jednak bardzo daleko i sprowadza się do tego, że jeżeli w trakcie postępowania wykaże się, że osoba doznająca przemocy w jakikolwiek sposób przeciwstawiła się zachowaniu sprawcy, np. w ten sposób, że nazwała go z jego punktu widzenia obraźliwie, zachowanie takie jest interpretowane jako przełamanie działania sprawcy, co oznacza, że zachowanie sprawcy nie wypełnia znamion przestępstwa znęcania. Tego rodzaju tok myślenia wydaje się być zbyt daleko idącym uproszczeniem. Istotnie może się zdarzyć, że dwie osoby przeciwko sobie kierują podobnego rodzaju działanie, np. stosują przemoc psychiczną. Jednak każdy tego rodzaju przypadek powinien być szczegółowo analizowany. Nie można stosować automatyzmu polegającego na tym, że szuka się w zachowaniu osoby pokrzywdzonej takich elementów, które będą wskazywały na zachowania agresywne skierowane przeciwko sprawcy.

Dalej idącym wnioskiem jest stwierdzenie, że skoro osoba doznająca przemocy miała odwagę skierować swoje zachowanie przeciwko sprawcy, to się go nie bała. Powstaje zatem taka sytuacja, w której tylko i wyłącznie od zachowania samej osoby pokrzywdzonej będzie zależało, czy zachowanie sprawcy będzie uznane za znęcanie. Innymi słowy wymaga się, żeby osoba doznająca przemocy była całkowicie bezwolna i poddawała się działaniu sprawcy. Tego rodzaju wykładnia i stosowanie art. 207 k.k. nie są spójne ani ze stanem faktycznym, na podstawie którego Sąd Najwyższy wydał wskazane wyżej orzeczenie, ani z istotą tezy sformułowanej przez Sąd Najwyższy. Należy bowiem z całą mocą podkreślić, że osoba doznająca przemocy w rodzinie ma prawo się bronić. Nie dość, że ma prawo się bronić, to jeszcze ma prawo się bronić skutecznie. Czy do skutecznej obrony konieczne jest zachowanie agresywne? Z całą pewnością w wielu przypadkach tak. Czy do przełamania strachu potrzebna jest agresja? Z całą pewnością tak!

Interpretacja przepisów

Bardzo dużo w chwili obecnej mówi się o nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wprowadza się do systemu prawnego szereg instytucji, które w sposób bardzo istotny pomogą zapewnić bezpieczeństwo osobom doznającym przemocy. Wszystkie te działania będą mogły być skuteczne tylko w takim wypadku, jeżeli zaczniemy inaczej interpretować przepis pozwalający na ukaranie sprawcy. Cała procedura karna jest wszczynana i ma sens o tyle, o ile może doprowadzić do skazania sprawcy. Jeżeli okaże się, że skazanie nie jest możliwe, to powoduje skutek w postaci poczucia bezkarności sprawcy przemocy, a w dalszej konsekwencji znacznego utrudnienia w zabezpieczeniu praw osoby doznającej przemocy. Z tego powodu bardzo istotne jest, w jaki sposób osoby prowadzące wszystkie czynności proceduralne będą interpretowały zachowanie osób doznających przemocy. Funkcjonujące obecnie założenie, że osoba doznająca przemocy ma się zachowywać biernie, być wycofana i zastraszona, a wszelki przejaw wskazujący, że tak nie jest, jest interpretowany na jej niekorzyść, powoduje znaczne utrudnienia w doprowadzeniu do skazania sprawców przemocy. W zakresie dokonywania wykładni przepisu oraz całych z tym związanych konsekwencji, należy wskazać na istotę znęcania się, którą jest zadawanie osobie doznającej przemocy cierpienia. Jest to zarówno cierpienie psychiczne, jak i fizyczne. Jeżeli zatem oceniamy zachowanie sprawcy przemocy i wynikające z tego zachowanie osoby doznającej przemocy, nie możemy tego czynić w oderwaniu od oceny, czy zachowanie to mogło wywołać lub zmierzać do wywołania cierpienia u drugiej strony. Nikt świadomie nie zmierza do tego, żeby zostać pobitym lub skrzywdzonym. Jeżeli nawet osoba doznająca przemocy zachowuje się w sposób, który może wywołać u sprawcy akt przemocy, nie może to usprawiedliwiać zachowania sprawcy, ani nie powinno automatycznie oznaczać, że osoba doznająca przemocy nie działała pod wpływem strachu. Założenie racjonalnego działania osoby doznającej przemocy jest nieporozumieniem. Psychiczne konsekwencje oddziaływania sprawcy przemocy powodują takie spustoszenie i dezorientację, że reakcja osoby doznającej przemocy może być nieprzewidywalna, a z całą pewnością nie będzie jednorodzajowa.

Podsumowując wyżej przedstawiony problem, należy wskazać, że bez zmiany sposobu wykładni art. 207 k.k., w wielu przypadkach przeciwdziałanie przemocy w rodzinie jest w znacznej mierze utrudnione. Powodem takiego postępowania organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości jest przyjęty powszechnie sposób oceny zachowania osób doznających przemocy, który wymaga od nich postawy biernej i wycofanej. Fakt ten pozostaje w sprzeczności z faktyczną reakcją, która występuje u ofiar przemocy. Wszelka generalizacja w tym zakresie jest niewskazana, a tylko analiza konkretnego przypadku, w razie wątpliwości poparta oceną biegłego, może dać odpowiedź, czy zachowanie osoby doznającej przemocy wyklucza uznanie w danej sprawie, że doszło do popełnienia przestępstwa znęcania. Należy bowiem przypuszczać, że przy zachowaniu dotychczasowej linii orzeczniczej przyjętej przez znaczną liczbę sądów powszechnych, zmiany proceduralne dotyczące postępowania wobec osób stosujących przemoc będą miały zastosowanie jedynie do nielicznych przypadków.



G. W.

 

wtorek, 07 września 2010
Przemoc domowa

Przemoc domowa

Urszula Dąbrowska

Skoczyłam na bungee. Pomyślałam: Jak to zrobię, niczego się już chyba nie będę bała, nawet, jak zacznie mnie śledzić z krzaków

Trzy kobiety, trzy historie o tym, jak wyrwały się z rąk oprawcy - męża. Różni je wiek, temperament, styl ubierania się.

Trzy kobiety, trzy historie o tym, jak wyrwały się z rąk oprawcy - męża. Różni je wiek, temperament, styl ubierania się.

40-letnia Magda nadal odwraca się, kiedy słyszy, że na ulicy ktoś za nią idzie.

Trzy kobiety, trzy historie o tym, jak wyrwały się z rąk oprawcy - męża. Różni je wiek, temperament, styl ubierania się. Ale mają kilka wspólnych rzeczy: prowadzą otwarty dom, za którego drzwiami działy się wcześniej dramaty (- Teraz chce się powietrza, oddechu, jakby się nadrabiało stracony czas - mówi Anna). Wszystkie drętwieją na jakiś sygnał, dla jednej to dźwięk silnika, dla innej golarka. To zostaje. I płaczą, kiedy opowiadają, ale te łzy nie zatrzymują słów. Wiedzą, że warto mówić do kobiet, którym do tej pory nie starczyło odwagi.

Magda

U Magdy terror trwał 18 lat. Zaraz po ślubie zaczęło się bicie, poniżanie. Problemem było to, że jest innego wyznania. O rozwodzie pomyślała już po roku małżeństwa. Ale rodzina jakoś ją odwiodła. Na zewnątrz wszystko wyglądało normalnie, żadnych widocznych patologii, alkoholu. Po siedmiu latach znowu poszła do adwokata. Okazało się, że wymagana jest separacja i jakoś zabrakło jej determinacji. Zawsze znajdowała usprawiedliwienia: "Wytrwam dla córek, może się zmieni”.

- Mam w kuchni ikonę, którą dostałam od babci - mówi. - Skarżyłam się przed nią: Boże, ile lat będę się go jeszcze bać? Ile będę jak robot gotować, sprzątać, nadskakiwać mu i czekać, kiedy zrobi awanturę i zacznie tłuc? Ile jeszcze?

Nie zrobiła tego dla siebie. Dla dzieci. Ona może by to znosiła dalej, ale pewnego popołudnia starsza, wtedy 16-letnia córka, do której też wyciągnął już łapy, zadzwoniła do niej do pracy, że bije młodszą, 12-letnią Zuzię. Wróciła do domu. Ciągnął Zuzię za włosy, pokazał "jaką garść kłaków wyrwał gówniarze”, starsza dostała pięścią w twarz, ona "z plaskacza”. Wyrzuciła z siebie słowa z taką mocą, że były chyba sprawcze: "Koniec! Nigdy nie podniesiesz już na nas ręki. Nie pozwolę!”. Młodsza córka wykrzyczała mu w twarz: "Dobrze, że mama chce się z tobą rozwieść.” Nie uwierzył. Ale tym razem uwierzyła w to Magda. Nie było łatwo, w końcu trafiła na panią adwokat, która powiedziała jej o istnieniu Ośrodka Interwencji Kryzysowej na Włókienniczej. Tam terapeuci i inne kobiety pomogły jej wytrwać w decyzji, bo nie było dnia, żeby nie miała wątpliwości. Wszczęła sprawę o znęcanie się.

Magda: - W domu piekło, ale teraz nie popuszczałyśmy. Wystarczyło, że podniósł rękę, krzyknął, od razu wzywałyśmy policję. Przyjeżdżała do nas co dwa dni, codziennie. W końcu i on zaczął czuć się nieswojo. Wyprowadził się z domu. Na początku nienaturalny spokój porażał. Ale potem zaczęli się schodzić znajomi, moi i dzieci. Zaczęłam żyć. Kiedy chcę, sprzątam, kiedy nie chcę, nie muszę, kiedy chcę, wychodzę. Proste przyjemności zakazane dla mnie przez pół życia.

Rozwiodła się dokładnie 31 stycznia 2006 roku. Za znęcanie mąż dostał wyrok w zawieszeniu. Ma zakaz zbliżania się do niej i dzieci. Magda nie interesuje się jego życiem. Ale młodsza córka chciała go zobaczyć. Poszły więc razem na rozprawę o alimenty. Pokazał Zuzi środkowy palec. Magda wróciła do panieńskiego nazwiska, żeby jego nie widniało nawet na jej nagrobku, i skoczyła na bungee, żeby wreszcie przestać się go bać.

Lila

- Bić zaczął kilka miesięcy po ślubie. Byłam w ciąży. Gwałcił mnie, rwał na mnie ubrania, czasami przy dziecku. Potem wracał, klękał, przepraszał. Ja kochałam, przebaczałam. Trwało to 13 lat. Byłam cierpliwa, dopóki nie zaczepiał dzieci. Młodszego syna, Adasia, hołubił. Spał z nim, karmił, zwierzał się. Nad starszym znęcał się. Zimą wygonił z domu bez butów. Bił go za to, że wziął jego kawałek chleba. Chował mu do samochodu torbę i ubrania, żeby nie miał jak wyjść do szkoły. Mówił: "Wszystko zrobię, żebyś wylądował w poprawczaku”.

Dwa lata temu męża Lili aresztowano. Za znęcanie dostał osiem miesięcy kary bezwzględnej i rok w zawieszeniu. Potem był drugi wyrok. Kiedy go zamknęli, Lila zostawiła ekskluzywną willę i uciekła z dziećmi na stancję. Doczekała się rozwodu.

Niedawno Adaś, jego ukochany syn, obchodził 10. urodziny. Ojciec nawet nie zadzwonił. Po wyjściu z więzienia krążył jakiś czas pod blokiem. Z zemsty porysował im pożyczony samochód. Zimą nasłał policję, że niby ukradli mu monitor. Adaś to bardzo przeżył, ten komputer przecież kupił mu tata. Czasami jeszcze ostentacyjnie przejedzie swoim drogim samochodem, ale nie kontaktuje się z nimi. Lila nie ma siły walczyć z nim o podział majątku.

- Dopiero zaczynam być podobna do ludzi, wychodzę do nich - mówi. - I dopiero teraz widzę, jak psychicznie skrzywdził dzieci. Starszy nienawidzi ojca. Ma do mnie pretensje, że tak długo dałam sobą pomiatać. Mnie jest obojętny. Jestem szczęśliwa, że już po. Nie wiem, skąd wzięłam wtedy tyle siły. Chyba stąd, że wiedziałam, że jeśli zostanę, to nas pozabija.


Anna

To był ten pierwszy i ostatni. Przed ślubem byli ze sobą cztery lata. Ale kiedy jako 21-latka zaszła w ciążę, zaczęła mieć wątpliwości, czy to ten. Jak urodził się Tomek, usypiała go, bujając w wózku, a mąż, ten jedyny, stał i ją kopał. Kapały jej z oczu łzy, mechanicznie popychała wózek. Do dzisiaj czuje jego but na plecach. Nawet teraz, kiedy słyszy wyzwiska: "Ty grubasko, opasie, ty szmato, ty debilko, ty półmózgu jeden!”, którymi częstował ją każdego dnia z ich 16-letniego pożycia, boli.

Anna: - Wmówił mi, że jestem do niczego.Byłam przekonana, że bez niego zginę. Ubezwłasnowolnił mnie. Pięć minut szczęścia, pięć lat upokorzeń. Żyłam dla tych minut. Cztery lata temu urodziłam mu córkę.

Im było gorzej w domu, tym ona na zewnątrz, przed ludźmi, była bardziej uśmiechnięta. Kiedy rzucił ją o podłogę (złamała rękę, siniaka miała na pół twarzy) rozpowiedziała, że ją napadli. Nawet rodzicom.

- Teraz krzyczałabym, że cham mnie pobił - mówi. - Okropny jest ten wstyd, ten pręgierz opinii. Przecież to taki kulturalny mężczyzna, niepijący. Ale teraz mam to w nosie. To moje życie, biorę za nie odpowiedzialność i żałuję, że taki jego kawał dałam sobie zmarnować. Wiele kobiet nie robi ruchu, bo boi się, co ludzie powiedzą.

Co mówią, usłyszała na rozprawie, kiedy po jego stronie nie było żadnego świadka, a za nią stała armia jej przyjaciół, nawet tych, którzy przez niego się od niej odsunęli. Zeznawali to, o czym ona myślała, że nikt nie wie, że bił, że ciągle szarpał syna.

To chyba nastoletni syn ją uratował. Mąż go poniżał. Wmawiał mu, że jest tłumokiem. Miał zwyczaj bić go po głowie, kopać bez powodu. Któregoś wieczoru mąż wrócił do domu i zaczął awanturę. Syn stanął w obronie matki. Dostał, podobnie jak dwa tygodnie wcześniej. Poszła na policję. Słuchała zeznań syna.

Anna: - Słuchałam i myślałam, gdzie byłam, kiedy mojemu dziecku przez lata działa się taka krzywda? Czy tego nie widziałam, czy nie chciałam widzieć? Nie mówił mi, bo widział, że kocham ojca, chronił mnie.

To był moment najtrudniejszy, ale i taki, który ją wyzwolił. Poszła do OIK. Zapytali: "Po co?”. - Żebyście mi pomogli wytrwać w decyzji, którą już tyle razy podejmowałam - odpowiedziała. Tak trudno było napisać pozew o rozwód, przypomnieć wszystko, co złe. Ale kiedy go rok temu go złożyła, poczuła wielką ulgę i dumę. Pierwszy, najtrudniejszy krok zrobiła. Błagał ją na kolanach, by wycofała. Posłuchała syna, który powiedział: "Mamo, całe życie obserwuję, jak on ci obiecuje, że się zmieni. Oszczędź tego Kasi”.


Były kryzysy. Wtedy poszła na terapię grupową. Anna: - Wcześniej nie myślałam, że problemy innych kobiet mnie przytłoczą, ale zobaczyłam, ile zrobiły, jaką mają siłę. Nie wiedziałam, że też jestem tak silna.

W lipcu dostała rozwód. Jeszcze w trakcie założyła sprawę o znęcanie. Mąż uciekł do Anglii. Dostał rok w zawieszeniu na cztery. Czeka ją jeszcze bój o mieszkanie. Ostatnio w wolny dzień leżała sobie do późna z dziećmi w łóżku. Jedli w pościeli śniadanie, oglądali telewizję, przewalali się, gilgotali i syn powiedział jej: "Mamo, jest tak fajnie”. Aż ją zadławiło ze wzruszenia. I nie wyklucza, że jeszcze kiedyś będzie chciała żyć z mężczyzną. Tylko już nigdy swoim i dzieci kosztem. Zaczyna wracać do muzyki, jaką kiedyś lubiła, do swojej pasji - rysowania, na co wcześniej nie miała czasu ani mężowskiego pozwolenia. Znajomi mówią jej, że znowu staje się taka, jak wcześniej, przed małżeństwem: otwarta, wesoła. Ona wie, że to dobrze, bo była wtedy szczęśliwa. Czuje, że wraca do siebie po długim wygnaniu.

PS: Imiona kobiet i dzieci zostały zmienione.

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071019/MAGAZYN/71018016

czwartek, 29 lipca 2010
przemoc w rodzinie - czy pamiętasz swoje prawa

Czy pamiętasz swoje podstawowe prawa?
Zastanów się, czy są one respektowane przez Twojego partnera, bliskich!

Masz prawo żyć w domu wolnym od przemocy.
Masz prawo czuć się bezpiecznie w swoim domu.
Masz prawo do szacunku i godnego traktowania.
Masz prawo do swobodnego wyrażania swojego zdania, nawet jeśli twój partner
myśli zupełnie inaczej.
Masz prawo współuczestniczyć w podejmowaniu decyzji odnośnie spraw związanych
z waszą rodziną, domem, dziećmi, wydatkami. Twoje potrzeby, sprawy są równie
ważne jak twojego partnera.
Masz prawo szukać profesjonalnej pomocy w sytuacji, gdy jesteś niezadowolona
lub zaniepokojona tym co się dzieje w domu.
Masz prawo do swobodnego kontaktowania się z bliskimi, rodziną, przyjaciółmi.
Masz prawo popełniać błędy. Masz prawo do bycia niedoskonałą matką, czy żoną.

MASZ PRAWO SZUKAĆ POMOCY, GDY TWOJE PRAWA SĄ ŁAMANE!

żródło: www.niebieskalinia.pl

ofiary przemocy

Ofiarami przemocy w rodzinie są najczęściej kobiety (58%) oraz dzieci do lat 13 (24%). Natomiast sprawcami przemocy są głównie mężczyźni (96%), będący często pod wpływem alkoholu.

Jest kilka koncepcji psychologicznych wyjaśniających zjawisko przemocy i zachowanie ofiar.

SYNDROM WYUCZONEJ BEZRADNOŚCI

Próbując wyjaśnić bierność osób pozostających przez wiele lat w sytuacji prze­mocy, można odwołać się do teorii wyuczonej bezradności. Teoria ta została sformu­łowana przez amerykańskiego psychologa Martina Seligmana, który przez wiele lat pracował nad wyjaśnieniem mechanizmu powstawania bierności i rezygnacji. Poję­cie wyuczonej bezradności sformułował na bazie licznych eksperymentów, jakie prze­prowadził na zwierzętach. Uzy­skane wyniki [...], dały początek badaniom nad ludzką bezradnością i biernością.

Leonora Walker badała z kolei przez wiele lat zachowania kobiet doznających przemocy w rodzinie. Zauważyła, że na początku pojawiania się aktów przemocy, kobiety podejmowały różne działania mające wpłynąć na zmianę sytuacji („od prośby do groźby"). Dopiero, gdy kobiety nabierały przekonania o nieskuteczności swoich posunięć, rodziło się w nich poczucie bezradności.

Wyuczona bezradność jest poddaniem się, zaprzestaniem działania, które wy­nika z przekonania, że cokolwiek się zrobi, nie będzie to miało żadnego znaczenia, gdyż zawsze znajdzie się powód do zachowań agresywnych.

Wyuczona bezradność jest najczęstszym objawem u osób doznających prze­mocy. Bardzo często rozwija się na bazie życiowych doświadczeń. Walker, na pod­stawie wieloletnich badań, ustaliła listę czynników wysokiego ryzyka rozwoju wyuczonej bezradności, do których zaliczyła: Doświadczenia z dzieciństwa:

-    przemoc fizyczna;
-    napaść seksualna lub molestowanie;
-    sytuacje traumatyczne (śmierć lub rozwód rodziców, alkoholizm, choroba bli­skich itp.);
-    kłopoty w nauce;
-    problemy zdrowotne.

Doświadczenia wyniesione ze związków w życiu dorosłym:

-    przemoc (istotny jest czas trwania, rodzaj i częstość przemocy);
-    patologiczna zazdrość;
-    gwałt, przymuszanie do nieakceptowanych form współżycia;
-    groźby pozbawienia życia.

Nakładanie się na siebie niekorzystnych doświadczeń odgrywa istotną rolę w powstaniu i ujawnianiu się syndromu wyuczonej bezradności. Skutki wyuczonej bezradności, łagodzi stopniowe odzyskiwanie przez osobę doznającą przemocy kon­troli nad swoją osobą i swoim życiem.

Wyuczona bezradność prowadzi do wielu negatywnych skutków, które mogą przejawiać się w trzech sferach:

1. Deficyty poznawcze, które polegają na ogólnym przekonaniu, iż nie ma takich
sytuacji, w których możliwa jest zmiana, że w konkretnej sytuacji nic nie można zro­
bić i nikt nie jest w stanie pomóc;
2. Deficyty motywacyjne, które polegają na tym, że osoba zachowuje się bier­
nie, jest zrezygnowana, nie podejmuje żadnych działań, aby zmienić swoją sytuację;
3. Deficyty emocjonalne, które objawiają się stanami apatii, lęku, depresji, uczucia
zmęczenia, niekompetencji i wrogości.

ZJAWISKO „PRANIA MÓZGU"

Techniki „prania mózgu" znane były już za czasów Platona. Obecnie zjawisko to występuje w wielu dziedzinach życia społecznego: w polityce, w reklamie, w szkole­niach wojskowych, w działalności sekt religijnych, a także w życiu rodzinnym.

W naukach psychologicznych i socjologicznych, termin „pranie mózgu" pojawił się w latach pięćdziesiątych naszego stulecia.

Najczęściej rozumie się go jako:

1. Szereg zabiegów, które celowo są stosowane przez grupę (np. ośrodki kie­
rownicze państw, organizacje społeczne i wychowawcze, organizacje polityczne itp.)
lub jednostkę, by zmienić czyjeś przekonania, nastawienia, światopogląd (wymuszo­
na indoktrynacja);

2. Szereg zabiegów stosowanych w celu zmiany osobowości (uczuć, potrzeb,
postaw), aby osoba manipulowana działała zgodnie z oczekiwaniami manipulatora. [...]

Badania nad przemocą w rodzinie pozwoliły wyodrębnić najbardziej typowe za­chowania sprawców przemocy, stosujących technikę „prania mózgu" do których zalicza się: izolację, monopolizację uwagi, doprowadzenie do wyczerpania, wywoływanie lęku i depresji, naprzemienność kary i nagrody, demonstrowanie wszechmocy i wszechwładzy,  wymuszanie drobnych przysług.
[...]

Konsekwencje „prania mózgu":

Degradacja własnego obrazu - zabiegi te powodują, że osoby doznające prze­mocy, zmniejszają swoją aktywność, wycofują się z działania i unikają podejmowania trudnych zadań. Uważają, że są głupie i mało zdolne. Łatwo ulegają sugestiom i manipulacjom. Zmieniają swoje poglądy, przyzwyczajenia, by dostosować się do życzeń sprawcy.

Przeżywanie silnego poczucia lęku i zagrożenia - ofiary mają duże poczucie winy, wstydu i lęku. Od sprawcy oczekują jedynie kary, ponieważ wiedzą, że są pełne

wad, a wszystko co robią jest niewłaściwe. Przeżywanie silnego poczucia winy kieru­je złość i agresywność w stronę własnej osoby, to z kolei powoduje, że sprawca może czuć się bezkarnie.

Wyzwalanie silnych stanów regresji - regresja jest mechanizmem obronnym, polegającym na nawrotach do zachowań i sposobów działania z wcześniejszych okre­sów życia. Stosowanie techniki „prania mózgu", prowadzi do wielu regresywnych zmian w osobowości ofiar. Skutkiem tego jest ich bezradność, zanik krytycznego myślenia, powrót do myślenia życzeniowego, czasami zanik uczuć wyższych. Procesy „prania mózgu" powodują całkowite podporządkowanie, utratę poczucia własnej wartości i własnych przekonań oraz bezkrytyczne przyjmowanie rzeczywistości, wykreowanej przez sprawcę.

CYKL PRZEMOCY W RODZINIE

Badania wykazały, że związki, w których kobiety doznają przemocy fizycznej ze strony swoich partnerów, przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu.

ZESPÓŁ STRESU POURAZOWEGO

U osób, które przeżyły katastrofy, jak również u ofiar napadów gwałtów mogą występować objawy zaburzeń, a czasami poważne schorzenia psychiczne. W Mię­dzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 uwzględniono osobną kategorię schorzeń określanych jako pourazowe zaburzenie stresowe (post-traumatic stress disorder- PTSD). [...]

DLACZEGO KOBIETY NIE SZUKAJĄ POMOCY?

Warto zastanowić się, dlaczego osoby, w tym głównie kobiety, doznające prze­mocy w rodzinie, nie szukają pomocy. Odpowiedzi dotyczą wielu aspektów:

Nie, bo odczuwają lęk przed zemstą ze strony partnera.
Kobieta może być zastraszona przez partnera, który grozi jej śmiercią lub śmiercią jej dzieci, jeśli prawda o przemocy wyjdzie na jaw.

Nie, bo odczuwają wstyd i upokorzenie.
Kobieta może być przekonana, że przemoc dotyczy tylko jej osoby, inni zaś nie mają takich kłopotów.
Kobieta czuje się winna, może myśleć, że gdyby była lepsza, ataki agresji nie występowałyby.
Kobieta może myśleć, że nie zasługuje na żadną pomoc.
Kobieta ma przekonanie, że zasłużyła na swój los.

Nie, bo są zależne finansowo do partnera.
Kobieta jest uzależniona od partnera, który jest jedynym żywicielem rodziny.
Kobieta może być przekonana, że nie będzie w stanie sama utrzymywać dzieci.

Nie, bo posiadają błędne przekonania.
Kobieta wierzy, że w każdym małżeństwie istnieje przemoc.
Kobieta wierzy, że skutki przemocy są zbyt małe, by komukolwiek o tym mówić.
Kobieta ma nadzieję, że przemoc była incydentalna, a sam partner zmieni się na lepsze.
Kobieta uważa, że przemoc jest sprawą rodzinną i nie można liczyć na pomoc z zewnątrz.

Nie, bo utraciły wiarę w pomoc.
Kobieta mogła szukać pomocy, ale okazała się ona mało skuteczna. Nie, bo nie chcą złamać tradycji kulturowo-religijnych.
Kobieta chce utrzymać małżeństwo nawet za cenę cierpienia, ze względu na wartości religijne lub tradycje kulturowe.

Źródło: wybrane fragmenty Poradnika dla konsultantów "Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie" wydanego przez Istytut Psychologii Zdrowia, Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia".

 

www.niebieskalinia.pl

 
 
 
1 , 2