Przepis na udany związek
Dorota Jasielska
Badania niemieckich psychologów dowodzą, że choć małżeństwo początkowo uszczęśliwia ludzi, po dwóch latach wracamy do pierwotnego poziomu szczęścia, a czasem wręcz czujemy się gorzej niż przed ślubem. Czy to oznacza, że obrączka na palcu oznacza niechybny koniec radości w życiu? Absolutnie nie!
Stworzenie intymnej relacji z drugim człowiekiem (niekoniecznie zakończonej małżeństwem) jest jednym z najważniejszych źródeł życiowej satysfakcji. Świadomość, że jest z nami ktoś, kto nas kocha, wspiera i dzieli z nami trudy życia codziennego daje poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. A jednak, często na własne życzenie psujemy początkową sielankę zaniedbując związek. Z miłością jest jak z hodowaniem róż: początkowo będąc rosnąć i kwitnąć same, ale jeśli nie zaczniemy ich pielęgnować szybko uschną. Tymczasem przy odrobinie wysiłku jesteśmy w stanie sprawić, że bycie z drugim człowiekiem będzie dawać nam wiele radości przez długie lata.
Oto kilka sposobów na to, by zachować radość i szczęście w Waszym związku jak najdłużej:
Miej czas dla drugiej osoby
Szczęśliwe pary dbają o to, by zawsze znaleźć czas na rozmowę z partnerem/partnerką. Na to, by zapytać, jak minął dzień i podzielić się swoimi wrażeniami. Jeżeli ciężko Wam skupić się w domu, wybierzcie się na spacer lub do pobliskiej kawiarni. Albo, tak jak Agnieszka, dziennikarka znajdźcie inny sposób na spędzanie czasu razem. - Oboje z mężem ciężko pracujemy, jesteśmy bardzo zabiegani i zdarza nam się wrócić do domu późnym wieczorem. Wówczas nie mamy nawet siły ze sobą rozmawiać, idziemy od razu spać. Dlatego wpadliśmy na pomysł, żeby umawiać się na spontaniczne randki, w środku dnia. Spotykamy się w ulubionej knajpce i przez co najmniej godzinę mamy czas tylko dla siebie.
Jeżeli macie małe dziecko, warto poprosić nianię, aby została z nim chwilę dłużej. Zróbcie rytuały z tych spotkań, niech będą ważnym elementem Waszego tygodnia, cieszcie się nimi i celebrujcie każdą chwilę.
Słuchaj uważnie
Aktywne słuchanie jest sztuką i kluczem do wzajemnego zrozumienia. Jednak jakże często wpadamy w pułapkę bezrefleksyjnego potakiwania tak naprawdę nie słuchając, co druga strona ma do powiedzenia! Szczęśliwe pary słuchają siebie uważnie. Bez względu na to, jak dużo mają na głowie w danym momencie całą uwagę kierują na zrozumienie tego, co mówi druga połówka.
Jest wiele elementów aktywnego słuchania:
utrzymywanie kontaktu wzorkowego
zadawanie pytań
okazywanie zainteresowania
parafraza (powtarzanie wypowiedzi partnera własnymi słowami, aby upewnić się, czy dobrze zrozumieliśmy jej treść).
Wszystkie te techniki warto ćwiczyć, ale tak naprawdę, jeżeli autentycznie zależy Ci na wysłuchaniu drugiej strony, będziesz ich używać w sposób naturalny.
Cieszcie się wspólnie sukcesami
Partnerka dostała awans? Partner miał rewelacyjne wystąpienie w pracy? Dzielcie te momenty razem. Kiedy Twoja połówka opowiada Ci o swoim osiągnięciu, okaż autentyczny entuzjazm i radość z jej powodzenia. Zdaniem psychologów, udane związki od nieudanych wcale nie różnią się tym, jak partnerzy reagują na porażki, ale stosunkiem do osiągnięć drugiej strony. Pozwól swojej połówce przeżyć ten sukces ponownie, zapytaj o szczegóły wydarzenia i emocje, które jej towarzyszyły, gdy się o nim dowiedziała. W ten sposób poczuje się bardzo doceniona. Ciesząc się wspólnie takimi momentami wzmacniacie więź, która Was łączy.
Okazuj pozytywne emocje
Skłonność do bardzo częstego dzielenia się radościami jest cechą najsilniej odróżniającą szczęśliwe pary od nieszczęśliwych. Częste mówienie "kocham Cię" i innych czułych słówek o każdej porze dnia (twarzą w twarz, ale też przez telefon, smsem, e-mailem) może zdziałać cuda. Podobnie jak przytulanie, spontaniczne pocałunki i namiętny seks. Okazuj drugiej połówce dużo ciepła i życzliwości.
Na nasze samopoczucie w dużej mierze wpływają małe radości, dlatego często możesz wprawić drugą osobę w dobry nastrój drobiazgiem: przygotowując jego ulubione danie, przynosząc jej kwiaty bez okazji. Takie robienie sobie przyjemności wprowadza dużo pozytywnej energii do związku.
Staraj się konstruktywnie zarządzać konfliktem
Wszystkich czasem ponoszą emocje, dlatego kłótnie w związku są zazwyczaj nieuchronne. Nie muszą jednak trwale obniżać jego jakości. Wszystko zależy od tego, jak się kłócisz. Jeżeli w zdenerwowaniu wypominasz drugiej połówce zachowania z przeszłości, krytykujesz, oceniasz, kpisz sobie albo wychodzisz trzaskając drzwiami, to na dłuższą metę Wasza relacja może ucierpieć. Szczęśliwe pary nawet podczas kłótni starają się nie przekraczać pewnych granic. Nie atakują partnera tylko mówią o swoich uczuciach (zdenerwowałem się tą sytuacją zamiast: zdenerwowałaś mnie), nie oceniają partnera, tylko koncentrują się na konkretnych zachowaniach (zachowałeś się nieodpowiedzialnie zamiast: jesteś nieodpowiedzialny). Starają się też unikać „ciosów poniżej pasa” (mocnych, bardzo raniących dla drugiej osoby stwierdzeń), gryzą się w język, kiedy przychodzi im do głowy coś, czego potem będą żałować.
Jeśli czujesz, że gotują się w Tobie emocje czasem lepiej jest wziąć kilka głębokich oddechów albo wyjść na spacer, który ukoi Twoje nerwy (ale oczywiście uprzedzając drugą połówkę, dlaczego potrzebujesz wyjść, a nie wybiegając z domu bez słowa!).
- Jestem bardzo impulsywna, łatwo się denerwuję – mówi Kasia, specjalistka ds. PR – Pod wpływem emocji nie szczędzę ostrych słów i potem mam wyrzuty sumienia. Dlatego od jakiegoś czasu, kiedy czuję, że zanosi się na kłótnie wychodzę na 10 minut pobiegać i oczyścić się z negatywnych uczuć. Kiedy wracam mój chłopak zazwyczaj też już zdąży ochłonąć i możemy spokojnie porozmawiać.
W szczęśliwych parach emocje opadają stosunkowo szybko, a obie osoby są również skłonne do wyciągania ręki na zgodę. Rzadko (albo w ogóle) zdarzają im się ciche dni.
Powyższe techniki, stosowane regularnie powinny trwale zwiększyć satysfakcję z Twojego związku. Jeżeli jednak mimo prób poprawy czujesz się źle w tej relacji, druga osoba obniża Twoją samoocenę i masz poczucie, że układ między Wami jest toksyczny, być może stoi za tym głębszy problem. Wówczas warto zwrócić się o pomoc do specjalisty albo zastanowić się, czy jest sens kontynuować ten związek.
http://partnerstwo.onet.pl/1626437,4704,2,artykul.html
Sylwia, Julia, Jadwiga - trzy kobiety, trzy historie. Dlaczego za życiowych partnerów wybrały mężczyzn w wieku swoich ojców?
Dlaczego niektóre z nas za życiowych partnerów wybierają mężczyzn starszych od siebie o kilkadziesiąt lat? Jak to możliwe, że czują się dobrze w towarzystwie kogoś w wieku swoich ojców? Ile związków, tyle historii. U nas trzy - Sylwii, Julii i Jadwigi. Czy ich doświadczenie może nas czegoś nauczyć?
Sylwia od piętnastego roku życia dorabiała jako hostessa. Najpierw rozdając ulotki w centrach handlowych czy firmowe smycze na promocjach, później gdy osiągnęła pełnoletniość, bawiąc starszych panów na eleganckich imprezach. Na jednej z nich poznała Seweryna - dyrektora marketingu w jednej z dużych sieci telefonów komórkowych. Był szarmancki, miły i bardzo zadbany, a Sylwia, która wychowała się z ojcem alkoholikiem, zwracała na to uwagę. Nie chciała, aby i jej dzieci musiały oglądać brudnego, zapijaczonego ojca śpiącego pod domem.
Seweryn sprostał wszystkim jej wymaganiom, a potężna pensja i lśniący samochód były dodatkowymi atutami. Widziała w nim swoją lepszą przyszłość. Wymykając się na całonocne spotkania, oszukiwała matkę, mówiąc, że idzie spać do przyjaciółki. Wyznająca tradycyjne zasady kobieta nigdy by jej nie zrozumiała. Jak można umawiać się z czterdziestolatkiem, podczas gdy wokół tylu przystojnych rówieśników. Ale to nie z nimi Sylwia chciała spędzać czas, a z Sewerynem, z którym straciła dziewictwo. Bolało, ale było warto - dziś wspomina tamten wieczór bardzo ciepło, czuła, że zaczynają budzić się w niej głębokie uczucia. Nie przypuszczała, że dla niego może to być tylko przygoda.
Pierwsze symptomy nieuczciwości Seweryna pojawiły się pół roku później. Dlaczego spotykają się tylko we czwartki? Dlaczego nigdzie razem nie wyjadą? Czemu ona, jego ukochana, nie może do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy, gdy tylko zatęskni? Chciała wierzyć w jego tłumaczenia, chciała móc dalej marzyć o wspólnym życiu. Po setkach pięknych kłamstw, jakie usłyszała z jego ust, prawda bardzo bolała. Dziś nie chce rozpamiętywać przeszłości. Żona, kojarzone małżeństwo, co z tego, że jej nie kochał? Jak mógł sypiać z nimi dwiema jednocześnie? Mimo że minęło już wiele miesięcy, wciąż czuje niesmak na samo wspomnienie tamtej rozmowy. Kazała mu więcej do siebie nie dzwonić. Wiele nocy przepłakała, zanim zrozumiała, że żadne z jej marzeń nigdy się nie spełni. A już na pewno nie u boku Seweryna.
Prawdziwe uczucia przychodzą znienacka
Julia - artystyczna dusza. Od najmłodszych lat wiedziała, że zostanie malarką. Rodzice, nauczyciele, koleżanki ze szkoły wyśmiewali jej pomysł na życie. Każdy jej powtarzał, że z rysunków się nie utrzyma. Ona jednak z determinacją szła naprzód, mając jasno sprecyzowany cel - Akademia Sztuk Pięknych. Po maturze postanowiła zrobić sobie rok przerwy, udać się na kurs rysunku, żeby szturmem zdać egzaminy wstępne kilkanaście miesięcy później. Na początku było trudno - dramatyczne rozstanie z chłopakiem, który postanowił resztę życia spędzić w Irlandii, tragiczny wypadek najlepszej przyjaciółki, która do dziś leży pogrążona w śpiączce. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek znajdzie miłość. No chyba że miłość do sztuki - ta była w niej przecież od lat i nie zanosiło się na zmiany.
Z telefonem w ręku śledziła ogłoszenia internetowe o możliwych kursach dla kandydatów na ASP. Wreszcie trafiła pod skrzydła znanego w malarskim środowisku artysty. Słynął z niechlujstwa, licznych dziwactw i ogromnego talentu. Julia szła na pierwsze zajęcia z niepokojem w sercu, wyobrażała sobie, jak w ramach realizowania swoich artystycznych wizji każe jej skakać przez okno. Dziś, trzymając go za rękę, śmieje się z tamtych dramatycznych wizji…
Między adeptką sztuki malarskiej a mistrzem szybko nawiązała się nić porozumienia. Zafascynował ją kunsztem, rozmachem, z jakim pracował, i życiową mądrością. Ona także nie przeszła niezauważona - młoda, świeża, trochę nieśmiała - wymarzona kobieta dla Jerzego. Musiało minąć wiele miesięcy, zanim odważył się powiedzieć jej, co czuje. A działo się w jego duszy wiele - namiętność i strach, pragnienie oraz obawa - emocje walczyły między sobą, ale wreszcie strzała Amora ugodziła go w sam środek serca. Niepotrzebnie obawiał się odrzucenia, bo Julia przyjęła go z otwartymi ramionami. Od tamtego czasu minęło już siedem lat i oboje mogą pochwalić się tytułem magistra sztuki.
Artystyczne życie - to jest to. Nic ich nie goni, żyją sobie lekko i bezstresowo. To nie szkodzi, że czasami martwią się, z czego opłacić rachunki. Najważniejsze, że mają siebie. A wieczorami, leżąc w łóżku, lubią uciekać myślami od rzeczywistości. Czasem rozmawiają nawet do białego rana. Ostatnio najbardziej nurtuje ich pytanie, czy i ich córka będzie malarką. Córka, która na świat przyjdzie już za trzy miesiące…
I ślubuję Ci miłość aż do śmierci…
Jadwiga pierwszy raz wyszła za mąż, mając zaledwie 20 lat. Takie były czasy - im wcześniej, tym lepiej. Zamieszkali w domu rodziców Mirka, dostali do swojej dyspozycji całe piętro. Spora przestrzeń i trzy pokoje nie wystarczyły jednak do zbudowania rodzinnego szczęścia - szybko okazało się, że teściowa za bardzo się wtrąca, a teść… był jej całkowicie podporządkowany. W takiej atmosferze nietrudno było o kłótnie. Sądziła, że pojawianie się na świecie dziecka złagodzi napięcie. Niestety, stresy młodej mamy, nocne kłótnie o opiekę nad płaczącym maluchem i (nie da się ukryć) popsuta ciążą sylwetka były jak oliwa dolana do ognia. Na domiar złego, Mirek zaczął nadużywać alkoholu, zdarzyło mu się nawet uderzyć kilkunastomiesięczne dziecko.
Po dwóch latach małżeństwa Jadwiga była pewna - chce rozwodu. Wywalczyła wyłączne prawa do opieki nad dzieckiem i wróciła do rodzinnego domu. Miała 22 lata i była kobietą po przejściach. Z rówieśniczkami, które powoli wkraczały w beztroskie studenckie życie, nie miała o czym rozmawiać. Dni mijały jeden za drugim, a ona czuła, że mimo młodego wieku jest stara duchowo. Dziś twierdzi, że gdyby nie Andrzej, stałaby się zgorzkniałą rozwódką i matką - frustratką.
Pojawił się znienacka - przyjaciel ojca z lat młodości. Na początku zafascynował ją swoją rozległą wiedzą, życiowym doświadczeniem i historiami o dalekich podróżach, które chętnie opowiadał wieczorami przy kieliszku czegoś mocniejszego. Był dla niej kwintesencją tego, czego sama nie zaznała - przygodą, radością, chwilami wolności. Wiele razy rozmyślała, jakby to było cudownie, gdyby był choć 10 lat młodszy… Ale Andrzej był starszy i to o 31 lat! Niestety, uczucia były silniejsze niż rozum czy siła rażenia krytyki jej rodziców.
Idąc pod rękę, wyglądali jak ojciec z córką. Jadwiga wspomina do dziś nieprzyjemną sytuację, która miała miejsce, gdy w teatrze spotkali jego dawną sąsiadkę. „Nie pamiętam, żebyś miał córkę” - powiedziała złośliwym tonem, skutecznie psując humor obojgu na cały wieczór. Postanowili, że wezmą cichy ślub i razem zamieszkają. Razem, to znaczy we trójkę - ona, on i trzyletni wówczas Tomek. Niestety, panowie nie przypadli sobie do gustu. Kiedy chłopak wszedł w okres buntu, z trudem się tolerowali. To jednak nie zniszczyło uczuć, jakimi obdarzyli się kilka lat temu.
Pierwsze schody zaczęły się, gdy Andrzejowi zaczęła dawać się we znaki starość. Gdy Tomek pojechał na studia do innego miasta, jego ojczym miał już 71 lat. Jadwiga nie kryje zażenowania, opowiadając o kłamstwach, jakimi Tomek raczył kolegów ze szkoły, mówiąc, że mama mieszka ze swoim ojcem, a jego dziadkiem. Rozumie go, wie, że plotki potrafią boleć. Lekarze szybko postawili diagnozę - rak prostaty. Niedługo później pojawiły się kolejne problemy - dolegliwości ze strony układu krążenia, choroba jelit, a później także początki demencji.
Przez dziewięć lat opiekowała się starym, schorowanym mężczyzną, który wkrótce nie był w stanie sam o siebie zadbać. Chwilami było jej naprawdę trudno. I znów straciła kontakt z koleżankami w swoim wieku. Podczas gdy one, już życiowo ustabilizowane, u boku swoich mężczyzn korzystały z życia, jej jedyną rozrywką było organizowanie lekarskich wizyt i wycieczki do apteki po nowe leki. Andrzej zmarł we śnie, na cztery dni przed swoimi osiemdziesiątymi urodzinami.
Jadwiga miała wtedy 49 lat. Dziś - osiem lat później - przyznaje, że czuje się bardzo samotna. Czy drugi raz postąpiłaby tak samo? Niekoniecznie. Wcześniej, wiele lat temu, nie myślała o starości, nie spodziewała się, że czas tak szybko płynie. A przecież za chwilę sama będzie potrzebowała pomocy i wsparcia. Cieszy się, że ma chociaż syna. Inaczej uznałaby, że życie bezowocnie przeciekło jej przez palce.
Istnieją kobiety, które nie są w stanie stworzyć związku partnerskiego z mężczyzną. To związkofobki – dziewczyny, które nie potrafią się zaangażować.
Ta przypadłość znacznie częściej dotyka kobiety niż mężczyzn. Choć z pozoru pozwala uniknąć wielu rozczarowań związanych z rozstaniem, zdradą czy ogólnym związkowym cierpieniem, tak naprawdę jest bardzo bolesna – zarówno dla samych pań, jak i dla panów, którzy chcieliby stworzyć z nimi związek. Związkofobki boją się intymności i emocjonalnego zaangażowania. Mogą nawet prowokować spotkania z mężczyznami, uwodzić, flirtować, rozpoczynać damsko-męskie układy, ale kiedy związek robi się poważny, wycofują się. Wynika to z drzemiącego w nich lęku przed bliskością, który może pochodzić z przeszłości – z nieudanych związków, bolesnego rozczarowania w miłości czy choćby z dzieciństwa. Obrazki mamy szykanowanej przez ojca pozostają w pamięci często na bardzo długo – nierzadko na całe życie. W psychice kobiety rodzi się przekonanie, że mężczyzna jest niedobry oraz że związek wiąże się z cierpieniem, bólem, poniżeniem. Tak powstaje rezerwa, przez którą kobieta się wycofuje i nie umie zostać przy mężczyźnie na dłużej, nawet gdyby darzyła go wyjątkową sympatią. Czujesz, że jesteś związkofobką?
- Pomyśl, skąd u ciebie lęk przed zaangażowaniem się. Czy po prostu nie ufasz mężczyznom, czy może czujesz, że masz naturę flirciary oraz uwodzicielki i przez to nie ufasz samej sobie? Zastanów się, gdzie leży przyczyna. Jeżeli winisz samą siebie, daj sobie czas i nie rzucaj się w ramiona każdego mężczyzny, żeby w ten sposób znaleźć
tego, przy którym zostaniesz. Jeżeli obwiniasz mężczyzn, pomyśl, dlaczego. Trauma przeszłości? W takim razie zrób krok do przodu i postaraj się o niej zapomnieć, inaczej będziesz męczyła się całe życie.
- Otaczaj się ludźmi, których lubisz. Zamykanie się w domu z pudełkiem czekoladek i z przekonaniem, że nigdy nie stworzysz partnerskiego związku, jest błędem. Wychodź do ludzi, baw się, nie stroń od męskiego towarzystwa.
Jak napisaliśmy, nie chodzi nam o to, żebyś kleiła się do każdego napotkanego faceta, ale już sama przyjaźń z mężczyznami pokaże ci, że oni często potrafią być o wiele bardziej szczerzy i prostolinijni niż skomplikowane, zwariowane i… męczące koleżanki. A poza tym poznając mężczyzn, masz większą szansę, że w końcu uda ci się spotkać kogoś, kto razem z tobą pomoże ci pokonać twoją dolegliwość.
- Nie flirtuj z nastawieniem, że i tak nic z tego nie będzie. Związkofobki bardzo często nie przyznają się, że mają problem. Oszukują siebie, wmawiając całemu światu, że wolą być singielkami niż dzielić z kimś sypialnię. Po prostu wycofują się, gdy zaczynają tracić grunt stabilności i niezależności pod nogami. Dlatego nie myśl o tym, czy chcesz być z kimś, czy nie.
Chodź na randki i baw się dobrze, staraj się je traktować jak zabawę, a nie okazję do lepszego poznania przyszłego męża. Wielu związkofobkom udaje się pokonać przypadłość poprzez przebywanie z mężczyznami i pozytywne myślenie. W ogóle zbyt intensywne rozmyślanie o związkach nie jest dobre – co ma być, to będzie!
- Pracuj nad swoim charakterem. Na pewno jesteś osobą wyjątkowo wrażliwą, jeśli nie nadwrażliwą. Dlatego nie hoduj w sobie bólu, urazy, nie myśl, że i tak prędzej czy później facet cię oszuka lub zostawi. Staraj się dostrzegać pozytywne strony spotkań z mężczyznami, spróbuj się również uodpornić psychicznie i nie spalać przy drobnych porażkach. One hartują twój charakter, a to dobra droga do pokonania związkofobii. Miłości boją się często osoby nieśmiałe, zagubione, z rezerwą odnoszące się do świata – choć nie jest to reguła. Staraj się pracować nad swoimi wadami, które cię ograniczają. Odszukanie ich w sobie to pierwszy krok do psychicznej równowagi.
- Jeżeli związkofobia zaczyna ci bardo przeszkadzać i czujesz, że twój problem robi się poważny oraz uciążliwy, poszukaj pomocy u specjalisty. On pomoże ci znaleźć źródło twoich kłopotów i twego zdystansowania. Porozmawia z tobą, pomoże odkryć rzeczy, z których być może nawet nie zdajesz sobie sprawy. Nie ma przecież związków bez sprzeczek i kłótni – kiedy to zaakceptujesz, łatwiej będzie ci związać się z mężczyzną. Specjalista jest wskazany, kiedy twoja związkofobia zaczyna cię przerastać i przestajesz sobie z tym radzić.
Związki między kobietą a mężczyzną są piękne, ale bywają też trudne i burzliwe. Bardzo dużo osiągniesz, akceptując zarówno ich plusy, jak i minusy. Zresztą, tak samo jest z mężczyznami – ci mają zarówno zalety, jak i wady. Każdy jest tak skonstruowany, ty też! Pamiętając o tym, uda ci się wyjść ze związkofobii sprawnie i bezboleśnie.
Ewa Podsiadły
http://www.papilot.pl/zwiazki-i-seks/5192/Zwiazkofobia-czyli-lek-przed-zaangazowaniem.html