Wpisy z tagiem: opowiadania

czwartek, 08 lipca 2010
wwwkropkapl cz 3

***

Bezradnie stanęła nad otwartą szafką i westchnęła ze zrezygnowaniem:

- Nic już z tego nie zrobię, została tylko kasza, nawet jajka się skończyły...

Ukucnęła i przekładając artykuły spożywcze, szeptała do siebie:

- Dlaczego? Przecież robiłam wszystko, cóż więcej mogłam? Niczego innego nie pragnę jak tylko tyle żeby się ułożyło. Czym sobie na to zasłużyłam! Gdzie jest, co teraz robi, może z kobietą, może to właśnie kobieta powoduje, że nie ma litości nawet dla swoich dzieci? Jak może być tak okrutny? A jeśli coś mu się stało i dlatego nie odbiera telefonów, może powinnam to zgłosić na policję? Może mogłam temu zapobiec...? Gdyby tylko umyła tę cholerną szklankę. No i po co zapraszałam mamę, przecież wiedziałam, że zawsze kończy się tak samo. Może mogłam coś powiedzieć, zrobić?

- Mamo co będzie dziś na obiad? - zapytał Mateusz i puścił samochód po podłodze.

- Właśnie się zastanawiam, chyba kasza, widziałam gdzieś w piwnicy śliwki z zeszłego roku.

- Kasza ze śliwkami?

- Tak.

Mateusz poturlał kolejny samochód i powiedział:

- Nie jadłem jeszcze kaszy ze śliwkami, nie lubię, nie chcę.

- Zapewniam, że jest pyszna. Poza tym... „Ała”. Do cholery jasnej Mateusz, wynoś się z kuchni z tymi samochodami. Prawie bym się o nie zabiła!

- Mateusz słyszysz co do ciebie mówię!?

Widząc, że dziecko nie reaguje, podeszła do niego, złapała za ramię i trzymając za sweter wyrzuciła chłopca za drzwi kuchni, które zamknęła następnie za zszokowanym dzieckiem. Oparła się o ścianę i zsunęła po woli po niej, aż do pozycji klęczącej. Chwyciła głowę rękoma i szlochając, wyszeptała:

- Ja już dłużej tego nie wytrzymam.

Rozległo się ciche pukanie i zza drzwi dobiegł cichy głos dziecka.

- Mamo, przepraszam, ja nie chciałem...

- Zostaw mnie, proszę idź się bawić.

- Ale ja naprawdę nie chciałem – Mateusz zaczął cichutko kwilić.

- Wiem, idź zobaczyć do Basi, czy wszystko w porządku.

Zaczęła płakać. Po chwili spojrzała na drzwi i szybko je otworzyła.

- Mateusz, przepraszam, to nie twoja wina, synku przepraszam – zawołała. Lecz chłopca za nimi już nie było.

 ***

@22.08.2007.

19.40. Brak sił.

Już dwa dni nie ma go w domu, skończyło mi się jedzenie, ja już nie wiem co mam robić. Pisałam wcześniej, że mam trójkę dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, a właściwie, ona jest zupełnie uzależniona ode mnie, więc ja dlatego nie mogę jej zostawić samej. Tylko, że nie mam już jedzenia i siły już nie mam i w ogóle nie wiem po co to piszę... Zosia74.

 @19.55. Re. Brak sił.

Witaj Zosiu, strasznie zmartwiłam się Twoją sytuacją, a rodzina, nie możesz zadzwonić do rodziny, przyjaciół? Cieszę się, że zdecydowałaś zwrócić się do naszej fundacji i odezwać na tym forum. Postaramy Ci się pomóc, z każdej sytuacji jest wyjście. Przytulam Cię mocno. Serika.

 @19.57. Re. Brak sił.

Niestety mama mieszka daleko stąd. Mam tylko męża. Nie chcę mamy martwić, nie chcę jej o tym mówić, zresztą ona nie chce tego słuchać. Nie mogę tak po prostu powiedzieć, że mi się jedzenie skończyło, jak ja to wytłumaczę. Piotr się strasznie zdenerwował, że chciałam ją zaprosić, a potem jeszcze wkurzył, bo ona do niego dzwoniła, powinnam była to przewidzieć.... Zosia74.

 @19.58. Re. Brak sił.

Zosiu, to bardzo ważny krok, że się przed nami otwierasz i o tym piszesz. Nie masz się czego wstydzić, również i przed mamą. Nie możesz milczeć, to naprawdę nie jest dobre dla Ciebie. Zosiu wiem, że Ci przykro, ale tak nie powinien zachować się mąż, ojciec. To zwykły szantaż emocjonalny. Czy masz sąsiadów, do których możesz zadzwonić, albo podaj na forum lub maila skąd pochodzisz, może któraś z nas mieszka niedaleko. Zosiu, on chce Ciebie zranić, chce jeszcze bardziej od siebie uzależnić, ukarać, żebyś następnym razem zrobiła to co chce. Przepraszam, ale ja tak to odbieram. Serika.

 @20.00. Re. Brak sił.

Czytam tego posta i szlag mnie trafia, drań nie przejął się nawet dziećmi. Dziewczyno otwórz oczy i odejdź od niego! Nigdy nie jest się w stanie przewidzieć co może spowodować takie sytuacje, więc nie obarczaj się winą. To mogła być zasolona zupa... Zajrzenie na stronę naszej fundacji, jest pierwszym znakiem, że zaczynasz mieć wątpliwości i krokiem w dobrym kierunku. Czy on Cię uderzył? Potem jest tylko gorzej. Jak długo tak wytrzymasz... ? Bianka00.

 @20.02. Re. Brak sił.

Nie, nie uderzył mnie, on taki nie jest, tylko popycha mnie czasami, lecz wynika to tylko z raptownego charakteru, ale to naprawdę nic poważnego. Zaczęło się po urodzeniu Basi i jak się okazało, że będą problemy. Piotr chyba nie może się z tym pogodzić. Przedtem było znośnie. Jak mogę zadzwonić do sąsiadki i co ja jej powiem? Może wróci, może ja niepotrzebnie robię alarm. Pewnie jutro stanie w drzwiach z zakupami. Zosia74.

 

@20.05. Re. Brak sił.

A jak nie wróci? Wstyd to kraść, zresztą nie Ty masz się wstydzić, tylko on. Wymyśl jakiś pretekst, że mąż utknął jak wracał z delegacji, a Ty masz dziecko chore, nie wiem, coś w tym stylu. Przeczytaj wątki na temat przemocy poruszone na stronie startowej i odpowiedz sobie szczerze, czy i Ciebie to nie spotyka? Co to znaczy popycha, bo ma taki charakter, a czy tak jest dobrze? Bianka00.

środa, 07 lipca 2010
wwwkropkapl część 2

 

@09.08.2007.

19.30. Jestem Zosia...

Witam wszystkich bardzo serdecznie, nazywam się Zosia, mam 34 lata i trójkę dzieci. Mateusz ma 6 lat, Monika 5, a najmłodsza Basia rok i cierpi na porażenie mózgowe. Znalazłam fundację i jej forum niedawno. Nie mogę uwierzyć, że nie tylko ja mam takie problemy i mogę w końcu szukać wsparcia. Za szybko jeszcze o tym pisać i chyba nie jestem tak odważna i bezpośrednia, tak więc troszkę się rozglądnę i poczytam. Zosia74.

@19.33. Re. Jestem Zosia...

Witaj Zosiu, przytulam Cię serdecznie, a jak będziesz już gotowa, pisz, kochana pisz. Na początek przejrzyj wszystkie podjęte tematy na stronach fundacji. Serika.

 ***

 - Część mamo – powiedziała nerwowo ściskając słuchawkę.

- Część córeczko.

- Wiesz mamo..., ja zapomniałam, że w ten weekend, dzieci wyjeżdżają do mamy Piotra.

- Zosiu....

- Przepraszam mamo, to moja wina, w kamień zapomniałam – powiedziała pośpiesznie.

- Wiem, że Piotr mnie nie lubi, to dlatego...

- Nie, to nie tak – odpowiedziała zakłopotana – Piotr naprawdę cię lubi, tylko teraz, właśnie wyjeżdżają...

- Przestań Zosiu, tak jest zawsze, żaden dzień nie jest dobry. Tylko, że ja już nie widziałam dzieci rok, a to moje wnuki...

- Mamo, to przypadek, tak jakoś wychodzi. Obiecuję, że następnym razem...

- Nie obiecuj Zosiu, bo nie możesz dotrzymać obietnicy.

Zosia zamilkła, nie wiedziała co powiedzieć. Matka jednak nie oczekiwała odpowiedzi.

- Powiedz lepiej córeczko jak tam dzieci?

- Dobrze, Mateusz nauczył się czytać i teraz czyta wszystkie wyrazy, które znajdzie: w gazetach w telewizji. I chyba mniej się kłócą z Moniką.

- Tak.... Wcześnie musiały dorosnąć. Takie nieszczęście...

- Mamo...

- Jak ona się czuje?

- Chyba dobrze, tylko ostatnio, miała kłopoty z oddychaniem.

- O Boże...

- Nie, wszystko dobrze, tylko nerwy.

- Jak ty to wszystko wytrzymujesz dziecko?

- Jakoś muszę mamo, ma tylko mnie.

- Tak, ma tylko ciebie...

 ***

   Ból głowy stawał się coraz bardziej nieznośny, dziś znowu nie spała całą noc. Właściwie mogła policzyć na palcach te, które przesypiała. Kręciła się z boku na bok, słuchając sapania Piotra i czuwała żeby nie odłączył aparatury Basi. Wiedziała, że to tylko nieszkodliwe groźby, których powodem było niezadowolenie z kupna, dla córki, drogiego sprzętu. Jednak kiedyś złapał wtyczkę i żartował, że sprawdzi czy da sobie radę sama bez tego, jak powiedział, powinno normalne dziecko. Wtedy pojawił się niepokój. Zadzwonił telefon, nie poruszyła się, żeby odebrać, poczekała aż zrobi to Piotr. Nasłuchiwała, drżąc czy ktoś się odezwie, bo jeśli był głuchy sygnał, czekała ją awantura. Z pokoju dobiegały jednak odgłosy rozmowy. W pokoiku dzieci cichutko bawiły się, wiedząc, że nie przeszkadza sie tacie, zmęczonemu po pracy. Kończył się chleb i trzeba będzie poprosić Piotra, żeby pojechał po zakupy.

- Co ty nagadałaś swojej matce?

Pytanie zaskoczyło ją, nie słyszała jak wszedł do kuchni i przestraszona podskoczyła gwałtownie.

- Nic, że dzieci jadą do twojej mamy i nie może przyjechać. Przecież tak mi mówiłeś?

- Nie dość, że ona ma o mnie złe zdanie, jeszcze ty nastawiasz ją przeciwko mnie. Nasłałaś ją na mnie?! Nigdy nie zabraniałem jej spotykać się z dziećmi, jaką ty mi opinię ty mi robisz? Utrzymuję cię, dzieci, haruję cały dzień, a taką wdzięczność mi okazujesz? Oczerniasz mnie?!

- Piotr..., ja nic nie powie...

- Zamknij się i nie tłumacz się, nie chcę nawet słyszeć twojego przepraszam, żadnego pożytku z ciebie nie ma, nie wywiązujesz się z żadnych obowiązków. W domu chlew, od wczoraj leży szklanka w zlewie, na co to czeka, aż spleśnieje? Brudas z ciebie i tyle. Nie będę łożyć na utrzymanie darmozjadów, jakim jesteś ty i twój bachor.

- To tylko jedna szklanka...

- Jeszcze masz bezczelność mówić jedna szklanka?!

Zdenerwowany podszedł do zlewu, podniósł szklankę i z furią rzucił ją o podłogę. Resztki kawy rozprysnęły się po całej powierzchni podłogi, mieszając się z kawałkami stłuczonego szkła.

- Masz! Jeśli to ma być bodziec do posprzątania tego syfu, proszę bardzo. Teraz wychodzę bo nie mam ochoty ciebie oglądać.

- Piotr, ale chleba nie ma, właściwie wszystko się pokończyło, trzeba zakupy zrobić jakieś...

- Sama zrób.

- Wiesz, że sklep jest 5 km stąd, nie zostawię Basi...

- Więc następnym razem, przemyśl co ci się bardziej opłaca!

- Fleja, brudas – powiedział, jednocześnie trzaskając drzwiami.

Opuściła ręce w geście rozpaczy. W drzwiach kuchni pojawił się Mateusz, trzymając młodszą siostrę za rękę.

- Mamusiu, to ja pójdę...

- Kochanie, sklep jest za daleko, ale dziękuję ci, zresztą nie jest tak źle, zaraz zrobię wam ryż z jabłkami – powiedziała uśmiechając się przez łzy.

- Ja mogę rozwalić świnkę skarbonkę – powiedziała Monika.

Ukucnęła obok dzieci, przytuliła je, starając się nie rozpłakać.

- Popilnujcie tylko małą, a ja szybko pójdę do komórki po wek i raz dwa zrobimy pyszny ryż z jabłkami.

 ***

 co dalej nastąpi...

wwwkropkapl

@18.07.2007

20.16. Znowu piekło...

Witajcie kochane! Dziś znowu napisał do mojej mamy sms-a, że utrudniam mu kontakty z dzieckiem, sugerował jej, zastanowienie się nad tym, czy Maciuś z wariatką na prochach jest bezpieczny.... Boże, ja wiem, że to taki człowiek, ale tak boli. Awena33.

 @20.30. Re. Znowu piekło...

Awenuś trzymaj się kochana, tak niewiele brakuje Ci do wolności, pomyśl już tak niewiele... Już jesteście bezpieczni. Irka24.

 

@20.34. Re. Znowu piekło...

 Irka, ja to wszystko wiem, tylko robi ze mnie wariatkę przed rodziną, takie rzeczy wygaduje, do brata, mamy....że... Ja zmieniłam numer komórki, ale przecież nie zmuszę do tego innych. Wczoraj przyszedł pod dom, tylko stał, a i tak wszystko wróciło... A jak powie w sądzie, że się leczę, tak jak groził? To się nigdy nie skończy....Awena33.

 @20.41. Re. Znowu te piekło...

Trzeba było chama zgłosić na policję, załatwić zakaz widzenia. Jesteś pod kontrolą psychiatry, bo ten gnojek terroryzował Cię kilkanaście lat! Bianka00.

 @20.45. Re. Znowu te piekło...

Wysyłam Ci moje myśli, trzymaj się i bądź dzielna, wytrzymasz do sprawy rozwodowej. Stefi44.

 @20.49. Re. Znowu te piekło...

Dziękuję dziewczyny, nie wiem co bym zrobiła, gdybym was nie miała. Awena33.

 ***

@25.07.2007

20.16. Cisza...

Nie odzywał się od kilku dni, kompletna cisza, a ja gorzej się denerwuję niż przedtem gdy to robił. Zastanawiam się co knuje, co robi, cały czas o nim myślę i to jest chyba gorsze. I wiecie co, wstyd się przyznać, ale brakuję mi tego, tęsknię za nim chyba? Za miesiąc sprawa rozwodowa...,już za miesiąc...:( Dziewczyny....Awena33.

 @20.20. Re. Cisza...

Awena, chcesz zniszczyć wszystko na co tak ciężko pracowałaś? Nie poddawaj się, przypomnij sobie co Ci robił? Stefi44.

 @20.25. Re. Cisza...

Rozumiem Cię Awena, nie wstydź się, uzależniał Ciebie od siebie kilkanaście lat, te wątpliwości są jak najbardziej uzasadnione i to normalne uczucia. Zawsze gdy pojawia się niepewność, przypomnij sobie dlaczego to wszystko? Serika.

 

@20.25. Re. Cisza...

Ja do dziś tak mam, interesuję się tym co u niego, wkurzam jak ktoś mi powie o jakiejś jego nowej kobiecie. Mimo, że minął już rok, ponad rok i wiem, że postąpiłam słusznie. Stefania02.

 @20.29. Re. Cisza....

Ja wiem dziewczyny, ja to wszystko wiem, tylko czemu to takie trudne

:( Awena33.

 

@20.33. Re. Cisza....

Nie da się skreślić całego prawie życia w jeden dzień, ale zobacz jak dużo osiągnęłaś. Nie będzie łatwo, może będzie nękał Ciebie i rodzinę, może za chwilę uderzy w ton miesiąca miodowego. Zawsze będzie w Twoim życiu, choćby przez to, że jest ojcem Twojego dziecka. Jednak są środki prawne, żeby mu to utrudnić. I my jesteśmy z Tobą, w fundacji zawsze możesz liczyć na pomoc. Serika.

 ***

    Nawet nie wie kiedy zapadł mrok. Oczy zaczęły ją szczypać, więc postanowiła wyłączyć komputer. W pokoiku cicho szumiała aparatura. Podeszła do łóżeczka i kolejny raz sprawdzała czy Basia oddycha. Dziecko spało spokojnie, więc zgasiła światło. Otworzyła okno i patrzyła jak kończył się dzień. Było tak pięknie..., pomarańczowa łuna gasnącego słońca, rozciągała się po całym horyzoncie. Właściwie to jest doskonała chwila, żeby poczuć się szczęśliwą... Wciągnęła głęboko powietrze, jakby chciała na zawsze zatrzymać zapach kwiatów z ogrodu, rześkiego powietrza – zapach tej chwili. Spuściła głowę i uśmiechnęła się.

Podjechał samochód, który tak dobrze znała, a niedawny blask jej oczu pokrył niepokój. Poczekała aż wyłączy silnik i zamknęła okno. Wsłuchiwała się w odgłosy, żeby zorientować się gdzie jest, w końcu usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.

- Cześć kochanie – powiedziała i przeszła do kuchni – chcesz kolację?

- Nie chcę – mruknął.

- Wiesz, spokojnie dziś było, zupełnie nie miałam problemów z tym karmieniem, chyba dochodzę do wprawy.

Szczebiotając z wymuszoną radością, z uwagą obserwowała jego twarz, badając w jakim jest nastroju. Widać było, że jest zmęczony. Nie zauważywszy nic niepokojącego, postanowiła zaryzykować:

- Dzwoniła mama - spojrzała na niego, zastanawiając się czy kontynuować i pośpiesznie dodała – tak jakoś wyszło, że zaprosiłam ją do nas.

Na twarzy męża pojawił się grymas niezadowolenia i instynktownie odsunęła się na kraniec kuchni, niepewnie dotykając rękoma stołu.

- Czy ty naprawdę jesteś, aż tak głupia, nie dość, że mam głupie dziecko, głupią żonę to jeszcze zwalasz mi na kark głupią teściową!! - powiedział podniesionym tonem głosu.

- Ona nie jest głupia tylko chora – powiedziała cicho.

- Nie jest głupia?! A będzie kiedykolwiek mówić, czytać, chodzić!. To warzywo! Właściwie, jestem zdziwiony, że to jeszcze żyje! - zaczął krzyczeć.

- Przestań, jak możesz tak mówić, to twoje dziecko...

- Moje dzieci to Mateusz i Monika!! To nie jest człowiek, tylko warzywo i ty się z tym pogódź, bo marnujesz czas.

- Ciszej, proszę, obudzisz dzieci...

- Trzeba było myśleć o tym jak zaczęłaś rozmowę. Mamuśka do nas, też wymyśliła, tak jakoś jej wyszło – szydził – ale ty nigdy nie grzeszyłaś inteligencją, więc czego się spodziewać!

- Piotr, proszę cię, to na jeden dzień. Co mam jej powiedzieć, chciała wnuki zobaczyć?

- Ale nie zobaczy, akurat w ten weekend jadą do mojej mamy.

- Nic nie mówiłeś...

- Teraz ci mówię. Gdzie jest ta cholerna kolacja, człowiek haruje cały dzień i nawet kolacji nie dostanie, bo ta debilka, nic nie potrafi zrobić, tylko cały dzień, piep.... ze swoją mamusią przez telefon.

- Przecież, nie chciałeś...

Wyraźnie był wściekły.

- Nie dość, że głupia, to jeszcze głucha - powiedział i zrobił krok w jej kierunku. Widząc to cofnęła się jeszcze bardziej i pośpieszne powiedziała.

- Dobrze, nie denerwuj się, już ci robię.

***